Wersja kontrastowa

Prof. UAM Łukasz Różycki. Z emocjami o bitwie…

Fot. Adrian Wykrota
Fot. Adrian Wykrota

Z prof. UAM Łukaszem Różyckim z Pracowni Historii Bizancjum na Wydziale Historycznym, rozmawia Magda Ziółek.

 

 

Spotkaliśmy się, aby porozmawiać o książce „Battlefield Emotions in Late Antiquity”, która właśnie ukazała się w holenderskim wydawnictwie Brill…

Oj, to właściwie był cały wyścig, jeśli idzie o publikację tej książki. Brill ścigał się z innym wydawnictwem, które planowało wydać książkę o podobnej tematyce. Moja: „Battlefield Emotions in Late Antiquity” miała ukazać się w wakacje, ale redaktorzy z Brilla wiedząc, co się święci, zdecydowali się przyspieszyć wydanie.  

Jak trafił pan ze swoją książką do Brilla?

Nie ma tutaj żadnej szczególnej historii. Szukałem wydawnictwa, w którym mogłaby ukazać się książka. Zależało mi, aby był to dobry, rozpoznawalny w świecie naukowym wydawca. Brill Publishers spełnia te wymagania. Jest to jedno z najstarszych komercyjnych wydawnictw naukowych na świecie. Jeśli idzie o historię i archeologię, to mamy do wyboru około 10-15 wydawnictw tej klasy, co Brill. Rozmowy w sprawie książki rozpocząłem jeszcze zanim pojawiły się dyskusje na temat parametryzacji, ale rzeczywiście i pod tym względem jest to wysoko notowane wydawnictwo.  

Książka pokazuje ciekawą, wcześniej chyba nie uchwyconą, perspektywę badawczą: pisze pan o emocjach, towarzyszących żołnierzom i dowódcom armii cesarstwa wschodniorzymskiego…

Próbowałem w swojej pracy pokazać mechanizmy, którymi posługiwali się dowódcy rzymskiej armii, aby zmobilizować swoich żołnierzy do walki. Dzisiaj mamy narzędzia, dzięki którymi możemy je nazwać: konformizm, morale. Starożytni ich nie mieli. Takie terminy jak grecka areté czy łaciński virtus były bardzo szerokimi pojęciami. Okazuje się, że starożytni, pomimo że nie  opisywali świata tak jak my, aby nazwać pewne procesy, zdawali sobie sprawę z ich istnienia. Co więcej,  wykorzystywali je i o tym jest ta książka.

Książka oparta jest na tekstach źródłowych, a są nimi traktaty wojskowe. Dlaczego właśnie one?

Traktatami zajmuję się przez większą część mojej kariery naukowej. My, historycy, zajmujący się starożytnością czy wczesnym średniowieczem (a ja właśnie jestem taki późnoantyczny), mamy ograniczony dostęp do źródeł, które pokazywałyby wydarzenia z perspektywy pojedynczego człowieka. A nawet jeśli mamy takie prace, to zwykle są one obciążone toposami literackimi. Cała literatura antyczna jest nimi przesycona. W przypadku badań takich jak moje, trudno jest polegać wyłącznie na źródłach narracyjnych. Na szczęście są traktaty wojskowe. W cesarstwie wschodniorzymskim nie istniało coś takiego jak szkoła wojskowa. Taką edukację można było pobrać  w rodzinie, uczestnicząc w kampaniach wojskowych bądź czytając właśnie traktaty wojskowe. To były swego rodzaju podręczniki pisane przez dowódców dla innych dowódców, w których przekazywane były cenne wskazówki natury praktycznej. To daje nam nadzieję, że czytając je, możemy wejrzeć w świat starożytny.

Czego dowiadujemy się z lektury tych traktatów?

Traktaty omawiają głównie to, co dzieje się przed i po bitwie. Co ciekawe, nie znajdziemy w nich jakiś wielkich strategii, które chcielibyśmy widzieć w podręcznikach do historii powszechnej. Nie ma tam też taktyki rodem z gier komputerowych, gdzie przemieszczamy sobie szyki wojskowe i wygląda to fantastycznie. W rzeczywistości rola dowódcy wcale nie polegała tylko na planowaniu bitwy, ale głównie na przygotowaniu żołnierzy do walki: zbudowaniu przyjacielskich relacji wśród żołnierzy, zaufania do siebie, do swoich możliwości, ale też na umiejętnym umniejszaniu możliwości przeciwnika. Mówię umiejętnym, bo nie chodziło przecież o to, aby lekceważyć wroga. W traktach znajdujemy informację, że nadchodzącą bitwę trzeba umiejętnie „sprzedać”. Czyli jeśli walczymy z ludem, z którym Rzymianie kiedyś wygrali, to dowódca mówił: „znacie tego przeciwnika, już raz z nim wygraliście, wiecie że w jego obozie są dobre łupy, którymi podzielimy się, jeśli wygramy” lub „walka nie będzie trudna, a cesarz was na pewno nagrodzi”. Ba, w traktatach widzimy, że niejednokrotnie dowódcy uciekali się do kłamstwa. Jeśli przeciwnik był trudny, to nic tak nie budowało żołnierskiego morale, jak informacja o tym, że przeciwnik przegrał na jednym z frontów.

Nawet jeśli była to nieprawda?

Na bitwę patrzymy jak na swego rodzaju teatrum. Dowódcy odgrywali w nim rolę osoby doskonale przygotowanej do walki, przekonanej o swoich racjach, bo pewnej tego, że to właśnie Rzymianom sprzyja Bóg. Religia tutaj, podobnie jak w źródłach narracyjnych, odgrywa dużą rolę. Obnoszenie ikon, wspólna modlitwa przed bitwą – wszystko to wpisuje się w ten „spektakl” i buduje morale.  Z drugiej strony nie można zapominać, że żołnierze po prostu bali się. Z tego, co wyłania się nam ze źródeł, możemy przypuszczać, że byli oni przerażeni, idąc na pole bitwy pomimo przygotowania, treningu wojskowego. Często zdarzało się, że żołnierze po prostu uciekali. Druga strona skrzętnie to wykorzystywała. Przytoczę jeden z moich ulubionych przykładów działania konformizmu na polu bitwy: Słowianie, którzy stawali przed tą późnorzymską armią – przepraszam za kolokwializm – darli się, ile wlezie, po czym biegli na przeciwnika. Wiedzieli, że Rzymianie są świetnie wyposażeni, doskonale przygotowani do walki, jednak wystarczyło, aby jeden z nich wystraszył się i uciekł, wówczas pociągał do ucieczki kolejnych. Bo skoro kolega, frater (brat) – jak nazywali siebie żołnierze - ucieka, to dlaczego nie ja? Dzisiaj wiemy, jak działają takie mechanizmy, co dzieje się z psychiką ludzką w sytuacji natężenia stresu, jakie stresory oddziałują na niego. Możemy te wszystkie zachowania przeanalizować i opisać współczesnymi metodami, co pozwala nam lepiej zrozumieć przeszłość.

Książka został wydana w języku angielskim, to chyba nie jest częste.

Zajmuję się Cesarstwem Wschodniorzymskim i choć chętnie piszę po polsku, to staram się, aby moje główne teksty wychodziły w języku angielskim, ponieważ ich recepcja jest znaczenie szersza. Dzisiaj angielski to lingua franca czy lingua latina współczesnej nauki, nie da się od tego uciec. Jeśli chcemy, aby nasza praca była widziana na zewnątrz, to musimy publikować w języku dostępnym dla szerokiego grona odbiorców.

zob. też https://uniwersyteckie.pl/nauka/prof-przemyslaw-matusik-cztery-tomy-powodow-do-dumy

Nauka Wydział Historii
Zobacz podobne

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.