Wersja graficzna

Prof. Hieronim Maciejewski. Sukces tkwi w zespole

Prof. Hieronim Maciejewski Fot. Adrian Wykrota
Prof. Hieronim Maciejewski Fot. Adrian Wykrota

Prof. Hieronim Maciejewski, nowy szef Poznańskiego Parku Naukowo – Technologicznego 
przejął ,,firmę’’ po prof. Jacku Gulińskim. Była to zmiana ze wszech miar naturalna. Panowie pracowali ze sobą od samego początku PPNT i jak sami przyznają, ich naukowa genealogia wywodzi się od prof. Bogdana Marcińca. Słowem, jest między nimi chemia, a continuum to chyba najwłaściwsze słowo obrazujące przyszłość tej jednostki. Z szefem PPNT, rozmawia Krzysztof Smura

 

Przejął pan schedę po prof. Gulińskim, ale nie jest pan absolwentem UAM. Jak panowie się spotkali?

Jestem wprawdzie absolwentem Politechniki Poznańskiej, a nie naszego uniwersytetu, ale profesor Bogdan Marciniec dostrzegł we mnie potencjał nieco inny, a mianowicie związany z technologią i inżynieryjnym zacięciem. Gdy powoływano do życia PPNT, na jego terenie były instalacje, które można by ewentualnie zaimplementować do naszych potrzeb. W tym zakresie wsparłem profesora Gulińskiego na początku drogi i tak to się zaczęło.

 

Słowem, nie żałuje pan?

Tak jak widać. Z jednej strony była to szkoła życia, bo warunki na początku były trudne. Można się było jednak wykazać. Sytuacja dzisiaj, a 26 lat temu, to dwa zupełnie inne światy.

 

Czy dzisiaj w PPNT można stawiać na naukę? Pytam przewrotnie, bo sam pan mówił niedawno o powrocie do korzeni, o jednostce typu A.

Jak najbardziej. Nasza jednostka stoi nauką od początku, ponieważ pierwszym elementem, jaki się u nas pojawił, a co było nietypowe w strukturze parków na świecie, jest to, że zaczynaliśmy od chemii. Od nauki. Rozwijanie własnych badań leżało u podstaw, tym samym więc dość szybko wyszliśmy z wnioskiem o ewaluację jednostki i taki status uzyskaliśmy w 2001 roku. Status był wówczas wprawdzie dość niski, ale przez lata przybywało nam publikacji, własnych opracowań itp. A to przełożyło się na fakt, że podczas ostatniej ewaluacji, gdy ocenie poddawano nie tylko dorobek i kadrę, ale i transfer technologii oraz komercjalizację, uzyskaliśmy kategorię A. To dla nas bonus, zważywszy na fakt, że jesteśmy niewielką jednostką (ponad 30 osób zajmujących się badaniami naukowymi, przyp. red.).

Kategoria A jest. A pieniądze?

Niestety, za kategorią nie pójdą żadne pieniądze. Jako tzw. inna jednostka naukowa wykonująca badania naukowe w ciągły sposób, nie kwalifikujemy się do subwencji.

Zostaje duma?

Prestiż jest duży. W Polsce poza nami nie ma Parku, który miałby status jednostki naukowej. Mimo braku subwencji możemy jednak aplikować o różnego rodzaju projekty badawcze. Możemy wchodzić w skład konsorcjów z firmami, które potrzebują jednostki naukowej do swych przedsięwzięć. Inną dziedziną są choćby projekty miękkie, czyli różnego rodzaju szkolenia dla firm, prowadzone przez jednostkę naukową.

 

To brak subwencji jest rekompensowany z nawiązką?

Mamy świadomość, że aby istnieć, musimy być samowystarczalni. Pozyskiwanie projektów to nasza siła, jednak z samych projektów z pewnością nie utrzymalibyśmy się. Projekt nie pozwoli nam choćby utrzymać infrastruktury, o jej rozwoju już nie wspominając. Gdyby nie działalność gospodarcza, nie byłoby to możliwe.

 

Czy przez lata współpracy z prof. Gulińskim były przedsięwzięcia, których panu nie udało się zrealizować i teraz będzie na to szansa?

Mówiliśmy jednym głosem. To była nasza siła. Cały czas dążymy do dywersyfikacji usług. Szukamy jednak innych form działalności czy usług, które pozwolą nam się uniezależnić. Czujemy wciąż niedosyt, jeśli chodzi o współpracę z UAM. Uczelnia nie wykorzystuje nas w pełni tak, jak by mogła.

 

Odbyło się spotkanie z panią Rektor?

Tak. Zarówno z prof. Kaniewską, jak i prorektorem Michałem Banaszakiem, ponieważ jest on bezpośrednio związany z Fundacją i otoczeniem gospodarczym, co stanowi dla nas ,,języczek u wagi’’. Radykalnych kroków jeszcze nie ma, ale umówiliśmy się na spotkanie z wszystkimi dziekanami w PPNT. Intencją władz rektorskich jest: ,,czyny nie słowa’’. I to bardzo cieszy.

PPNT kojarzy się głównie z chemią i biologią. A co z drugą stroną rzeki? Jest miejsce na humanistykę?

Oczywiście. Przez tworzone u nas centra badawcze dajemy szansę wszystkim. Dobrym tego przykładem jest współpraca z socjologami. Dodatkowo robimy szkolenia miękkie, choćby w zakresie przedsiębiorczości akademickiej. Pola do współpracy nie zabraknie.

 

„Pewne wskaźniki, które uczelnia musi osiągnąć, by dobrze rozliczyć strategiczne dla niej projekty, powinny wpłynąć pozytywnie na nasze relacje”. To cytat z pana poprzednika. Zgadza się pan?

Uczelnia uzyskała status uniwersytetu badawczego. To narzuca szereg zadań i celów. W tym również komercjalizację, transfer technologii, wypracowanie modelu zabezpieczenia własności intelektualnej. My w tym aspekcie jesteśmy dobrzy. Pomagamy innym jednostkom, więc aż się prosi, by skupić się na własnym podwórku. Mamy tu pełne wsparcie profesora Banaszaka i rozmawiamy na bieżąco.

 

Nie zaryzykowaliście z kolejną inwestycją, był też problem z dywersyfikacją usług. To się za pana kadencji zmieni?

Chcieliśmy postawić kolejny budynek, ale czas pokazał, że zaniechanie okazało się zbawcze. Nie wzięliśmy dodatkowego kredytu, a pandemia zastukała do drzwi. Co do dywersyfikacji, to wiemy wszyscy, że naszym trzonem jest Poznańskie Laboratorium Radiowęglowe, którym kieruje prof. Tomasz Goslar. Myślimy nad kolejnym, innym aparatem, aby umożliwić i rozwinąć inne rodzaje analiz. Być może postawimy też na informatykę. Kolejnym elementem są działania miękkie, w tym szkolenia. Nie zapominamy o „Zielonym Ładzie”. To nie wydarzy się jednak z dnia na dzień. To niemożliwe.

 

Patenty są naszą przyszłością? Jak daleko do nich mamy? Słyszałem, że mogą PPNT ustawić na lata.

Jako jednostka mamy tych patentów dość dużo. Skupiamy się jednak na takich, które mają szansę na wdrożenie. Obecnie bardzo przywiązaliśmy się do myśli, że przynajmniej dwa z nich – chyba najważniejsze – zostaną wdrożone. Mamy kilka tematów wspólnych z dużymi firmami, choćby z firmą Synthos. Jest szansa, że skomercjalizujemy nową generację polimeru, służącego do produkcji opon samochodowych, które dzięki niemu zyskają lepsze parametry użytkowe. Będzie niższa ścieralność i lepsza przyczepność. Pożeniliśmy rzeczy, które się wzajemnie wykluczają. Firma Synthos jest potentatem w produkcji materiału na opony i teraz to ona stara się pozyskać odbiorców na opony uszlachetnione przez nasz wynalazek. Drugim projektem/patentem, na który bardzo liczymy, to induktory odporności roślin. To alternatywa dla środków ochrony roślin, przy czym te ostatnie kojarzą nam się z całym złem tego świata. Natomiast nasza generacja induktorów/stymulatorów powoduje, że roślina zaczyna, podobnie jak nasz system immunologiczny, inicjować działania, które zwalczają pewne choroby, szkodniki czy grzyby. Dzięki nam roślina sama się broni. Indukujemy, ale i stymulujemy, bo zaobserwowaliśmy również szybszy wzrost warzyw, kwiatów czy zbóż…

 

Prof. Hieronim Maciejewski. Autor lub współautor 195 publikacji w specjalistycznych czasopismach polskich i zagranicznych, jednej książki oraz 12 rozdziałów w książkach. Był lub jest kierownikiem lub głównym wykonawcą 29 projektów badawczych. Jego badania są wykorzystywane w przemyśle – jest autorem 98 patentów i zgłoszeń patentowych. Ma pan czas na rozwój naukowy?

Mało, aczkolwiek mam dobrych współpracowników. Sukces tkwi w zespole i to w każdej dziedzinie. Właśnie mija mi 35 lat pracy na UAM, jestem nadal kierownikiem zakładu na Wydziale Chemii. Staram się. Nauka wciąż jest mi bliska.

 

Czytaj też: Prof. Hieronim Maciejewski nowym prezesem PPNT

Nauka Ogólnouniwersyteckie

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.