Wersja graficzna

Prof. Bogumiła Kaniewska. Uśmiechnięte rogaliki mojego Taty

Prof. Bogumiła Kaniewska Fot. Aldona Dzielicka
Prof. Bogumiła Kaniewska Fot. Aldona Dzielicka

Święta już za chwilę. Przygotowania trwają. Mamy dziś dla Was propozycję jak je urozmaicić. Tym razem prof. Bogumiła Kaniewska zaprasza do sporządzenia pysznych uśmiechniętych rogalików, na które przepis uzyskała niegdyś od poznańskiego aktora,  Mariusza Sabiniewicza.

 

Bogumiła Kaniewska – prorektorka UAM ds. studenckich to literaturoznawczyni, teoretyczka literatury, badaczka literatury współczesnej, a ostatnio także dziecięcej, tłumaczka, która w 2012 roku jako pierwsza kobieta objęła funkcję dziekan Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej. Kieruje Zakładem Semiotyki Literatury. Poza swoją pracą lubi książki, skandynawskie seriale kryminalne, podróże oraz wygrywać w rummikuba. Oto jej przepis na ''Uśmiechnięte rogaliki mojego Taty''

 

WYKONANIE:    

* Podgrzewamy lekko (tak, żeby włożyć palec i nie parzyło) mleko, dodajemy do niego cukier, 2 łyżki mąki, pokruszone drożdże i mieszamy w miseczce (lub dużym kubku) na gładką masę. Odstawiamy, żeby rozczyn ruszył (co oznacza, że na powierzchni pojawiają się bąbelki).

* Kostkę masła rozpuszczamy delikatnie, bez przyrumieniania, odstawiamy, żeby przestygło.

* Do dużej miski wsypujemy mąkę, wlewamy rozpuszczone w mleku drożdże, dodajemy jajka i rozpuszczone, przestudzone masło. I wyrabiamy, wyrabiamy, dopóki ciasto nie będzie sprężyste i przestanie się lepić (co może wymagać stopniowego dodawania większej ilości mąki). Wyrabianie można także powierzyć kuchennym robotom albo thermomixowi, będzie szybciej i wygodniej. Wyrobione ciasto odstawiamy w misce do wyrośnięcia przykryte lnianą lub bawełnianą ściereczką (moje są zawsze w kratkę, może ma to jakieś znaczenie?...).

* Gdy ciasto rośnie (powinno podwoić objętość), przygotowujemy nadzienie makowe: mak mielony z Bakallandu (albo też innej firmy), przekładamy do miski i dodajemy: sparzone rodzynki, migdały i orzechy włoskie (sparzone, czyli zalane wrzątkiem, a następnie odsączone na sitku), miód i alkohol. Mieszamy i gotowe. UWAGA: mak można zastąpić powidłami śliwkowymi – to wersja ceniona przez dzieci. Innych wersji nie próbowałam, ale z pewnością są one możliwe.

* Ciasto rozwałkowujemy, podsypując mąką, na cienkie płaty, kroimy w duże trójkąty, na które nakładamy nadzienie (sporo, ale tak, żeby nie wyłaziło!) i zwijamy rogaliki. Niech jeszcze trochę podrosną, czekając, aż piekarnik się nagrzeje do ok. 180 stopni, ułożone na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

* Upieką się na złoto w ciągu 20 minut. Ciepłe, jeszcze na blaszce, posypuję cukrem pudrem. Jeden czy drugi wyjdzie krzywy, nie będą też pewnie równe, ale na pewno uśmiechnięte.

prof. Kaniewska Uśmiechnięte rogaliki

 

 

SKŁADNIKI:   

 

*  ½ kg mąki (około)

*  2 jajka

*  ½ szklanki mleka

*  ¼ szklanki cukru

*  7,5 dag drożdży

*  1 kostka masła

*  cukier puder do posypania

*  puszka masy makowej (Bakalland; Prospona etc.)

*  ½ szklanki orzechów włoskich

*  ½ szklanki migdałów

*  ½ szklanki rodzynek

*  2  łyżki rumu lub koniaku

*  2 łyżki miodu lub syropu z agawy

*  cukier puder do posypania

 

 

 

_________________________________________________

 

Czas przygotowania: 4 godziny

Porcja: dla 8 osób

Poziom trudności w skali akademickiej: 5

 

Przepis Mariusza Sabiniewicza

Gotowanie ani pieczenie nie jest moim hobby, ale wielbicielem pieczonych przeze mnie ciast jest mój Tata, który nie wyobraża Bożego Narodzenia bez rogalików, które zwykle piekę w wigilię. Te rogaliki, jak twierdzi ojciec, mają tę niezwykłą właściwość, że się do niego uśmiechają, a on nie może się im oprzeć (w związku z tym część znika tajemniczo jeszcze zanim pojawią się na stole). Piekę je od lat 40, od pierwszej klasy liceum – przepis dostałam od swojego kolegi ze szkoły podstawowej, nieżyjącego już aktora, Mariusza Sabiniewicza. Spotkaliśmy się przypadkowo tuż przed gwiazdką i Mariusz opowiedział mi o boskim smaku rogalików pieczonych przez babcię jego klasowej koleżanki (smak istotnie musiał być niezwykły, bo koleżanka została po latach żoną Mariusza…). Jeszcze tego samego dnia postanowiliśmy przepis wypróbować – kiedy naszego dzieła spróbował mój Tata, natychmiast namówił mnie na powtórkę na Święta. I tak to się zaczęło i trwa nieprzerwanie – wigilia w moim domu kończy się rogalikami. Uśmiechniętymi. Przepis przez lata nieco się rozleniwił, ale magiczny smak pozostaje. Zwłaszcza, jeśli je się jeszcze ciepłe…

 

Przepis pochodzi z ''Akademickich smaków'' pod redakcją Andrzeja Niczyperowicza

Czytaj też: Ksiądz dr Dawid Stelmach. Święta bez magii

 

Wydarzenia Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.