Wersja graficzna

Dr Olena Kowalewska. Boję się, że usłyszę coś bardzo złego

Dr Olena Kowalewska, fot. archiwum prywatne
Dr Olena Kowalewska, fot. archiwum prywatne

Smutne jest to, że Rosjanie są pod wpływem prorządowych mediów. Jak do nich przemówić, czy jest jakaś szansa? - pyta dr Olena Kowalewska, adiunkt w Zakładzie Ukrainistyki na Wydziale Neofilologii. Od 7 lat mieszka w Polsce.

 

Ukraina jest moją ojczyzną. Ukraina to także każdy Ukrainiec, książka, język, pieśń, tradycja, gościnność. Polacy są tacy gościnni dla osób, które muszą uciekać przed wojną, że aż łzy cisną się do oczu - jesteśmy za to bardzo wdzięczni. W Polsce pracuję jako wykładowca języka ukraińskiego i tłumacz przysięgły, na co dzień mam kontakt z ojczystą kulturą i z rodakami. Z Ukrainą jestem bardzo mocno związana, bo tam mieszka cała moja rodzina. 

 

Pochodzę z Tarnopola, z zachodniej Ukrainy. Moja siostra bliźniaczka na stałe mieszka z mężem w Kijowie, z którego trzeciego dnia wojny udało im się wyjechać. Teraz są u rodziców w Tarnopolu. Do mnie przyjechała starsza siostra z Odessy. Jej córka, absolwentka Akademii Morskiej, studiuje na UAM. Cieszę się, że siostra szczęśliwie do nas dołączyła. Była w drodze jak to wszystko się zaczęło. Odessa jest wielokulturowym miastem, mieszka tam nie tylko wielu Rosjan, ale również Żydów, Chińczyków i Wietnamczyków. Odessyci do wszystkiego podchodzą spokojnie, teraz przygotowują się na rosyjski atak. Jeszcze w 2014 r., kiedy Rosjanie okupowali Krym liczyli, że Odessa przyjmie ich z otwartymi ramionami, a ona się postawiła. Teraz widzimy to samo, odessyci łączą się niezależnie od pochodzenia, chcą pozostać w Ukrainie.

 

Cały czas śledzę rozwój sytuacji, komentarze bliskich na Facebooku, nie chcę przeszkadzać pytaniami jak im idzie. Mąż koleżanki jest wojskowym, a kolega, dziennikarz, który studiował w ramach stypendium Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności na UAM, teraz służy w obronie w obronie terytorialnej Kijowa. Jestem zszokowana atakiem Rosji na Ukrainę. Nie mogę pojąć jak można tak bezczelnie zabijać niewinnych ludzi, nawet jeśli ma się ambicje terytorialne. Znajomi profesorowie z Charkowa muszą siedzieć w bunkrze, boję się nawet do nich napisać, bo nie chcę usłyszeć czegoś bardzo złego. Nie wyobrażam sobie, jak można wysyłać swoje wojsko i porzucać rannych ludzi. Mówią, że chcą bronić rosyjskojęzycznych mieszkańców, a zostawiają swoich ludzi na śmierć. We współczesnych czasach w ten sposób nie rozwiązuje się problemów. Smutne jest to, że Rosjanie są pod wpływem prorządowych mediów i widzą to inaczej. Jak do nich przemówić, czy jest jakaś szansa? 

Czytaj też: Dr Ryszard Kupidura. Ukraina to nie imperium

 

Wydarzenia Wydział Neofilologii

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.