Wersja kontrastowa

PRiWP. Bez korzeni nie ma skrzydeł

Magdalena Cieślik
Magdalena Cieślik

 

Dwie godziny spotkania. Godzina czystej rozmowy. W tym czasie jedenaście telefonów od studentów, pracowników, ludzi nauki. Od początku października ponad 50 nowych osób zarejestrowanych do poradni. Terminy to już połowa grudnia. Oblężenie. Poradnia Rozwoju i Wsparcia Psychicznego UAM

 

PRiWP UAM to nowoczesne i przystosowane pomieszczenia w DS. Hanka. Trafić tu łatwo. A jak się już trafi to się wraca. Dziś, po 15. latach od reaktywacji PRiWP ma stałych i zaprzyjaźnionych podopiecznych, którzy mimo że wyszli już z psychicznego dołka, skończyli studia i poszli w świat nie zrywają kontaktów z osobami, które tu pracują.

 

- Poradnię przywróciła do życia Elżbieta Żurkiewicz, psycholog, psychoterapeuta, doradca rodzinny, mój nauczyciel – mówi Magdalena Cieślik, która od dziesięciu lat pracują w duecie ze swym mentorem. To była przedziwna sytuacja. W trakcie studiów miałam warunek z jednego przedmiotu. Z psychologii rozwojowej. Najłatwiejszego przedmiotu na tym kierunku. Warunek dlatego, że nie poszłam na egzamin, nie miałam zwolnienia i od razu dostałam dwóję. Tę dwóję dała mi moja obecna szefowa. I to ją spotkałam po jakimś czasie i to ona postawiła na mnie. Jestem jej dziś za to bardzo wdzięczna, bo… w zasadzie ja nie pracuje. Jak kocham to, co robię.

 

Poradnia Rozwoju i Wsparcia Psychicznego UAM to dwie osoby, czasem praktykanci, a niekiedy i stażyści. Ludzi umawiających się na spotkania jest mnóstwo. Na liście znajduje się grubo powyżej 200 osób. I liczba ta rośnie.  Dzięki nowej strukturze UAM poszerzono działalność. Zwiększyły się też zakresy obowiązków. Teraz robią to, czym poradnia powinna się zajmować, czyli próbują stworzyć coś w rodzaju pracowni rozwoju i wsparcia poprzez szeroko rozumianą pomoc terapeutyczno-psychologiczną, konsultacje, interwencje kryzysowe. By ten plan się powiódł, opracowano system działania w sytuacjach trudnych. Utworzono sieć koordynatorów na całej uczelni. Każdy z wydziałów ma dziś takiego koordynatora.  Podobnie jest w Domach Studenckich.

 

- W sytuacjach ekstremalnych działa to znakomicie. Jesteśmy informowani na bieżąco. Na wydziale wszyscy wiedzą kto jest odpowiedzialny za kontakt z nami. W zasadzie pracujemy na okrągło. Telefony, esemesy, interwencje nie zdarzają się jedynie w godzinach urzędowania. Choroba nie zna ośmiogodzinnego dnia pracy – mówi Magdalena Cieślik. -  Często jeździmy na interwencje w nocy, rozmawiamy z podopiecznymi o każdej porze. Tu nie ma schematu. Na szczęście mamy wsparcie od prorektor Bogumiły Kaniewskiej i kanclerza Marcina Wysockiego.  

Magdalena Cieślik. Poradnia Rozwoju i Wsparcia Psychicznego UAM

Obie panie zatrudnione w poradni są od terapii, ale współpracują też z psychiatrą. To jednak wciąż mało. Wraz z nowym rokiem akademickim przybyło podopiecznych i jest to sytuacja normalna. ,,Nowi’’ przychodzą na uczelnię wraz ze swoją chorobą i często od razu zwracają się o pomoc, bo dostęp do specjalistów z NFZ wydłuża się w nieskończoność.  

 

- I muszą ją otrzymać. Niestety studenci czasem zwlekają i dochodzi do sytuacji dramatycznych – mówi Magdalena Cieślik.

 

Uniwersytet to cały przekrój zachowań, kultury, osobowości. To tysiące pracowników i studentów. Tygiel ludzkich strachów i namiętności. To również sytuacje, w których musi dochodzić i dochodzi do zdarzeń dramatycznych. Przykłady można by mnożyć.

- Ostatnio popularny stalking również nie jest nam obcy. Interweniowaliśmy. Były listy, esemesy, nachodzenia, a nawet groźby karalne – wspomina moja rozmówczyni. - Słowem klasyka. Znakomicie zadziałał system koordynator - dziekan - poradnia. Dzięki temu mogliśmy zarówno ofiarę jak i sprawcę objąć opieką. Sprawę badała policja.

Psycholog pytana, jak uchronić uczelnię przed zagrożeniem wynikającym z faktu przyjęcia osoby niestabilnej emocjonalnie mówi, że temat był przez ostatnie lata dogłębnie badany i obok systemu weryfikacji studentów uruchomiono też zaawansowane procedury. Stworzono je od podstaw i zaczynają one zdawać egzamin.

- Nie mamy takiej mocy, by uzyskać informacje o stanie zdrowia psychicznego studenta – mówi M. Cieślik – Pomagają nam koordynatorzy, a nawet szefowie akademików. Przykład z niedalekiej przeszłości. Studenci stwierdzili i przesłali informacje do koordynatora o koledze, który zagraża sam sobie. To się potwierdziło. Pewnej nocy osoba ta opuściła akademik i przepadła. Poszukiwania dały rezultaty. Dziś jest pod opieka lekarzy, a od rodziny otrzymaliśmy podziękowania za sprawna akcję poszukiwawczą. Inna próbowała wymuszać pieniądze na leki od urzędników uczelnianej administracji. Doszło nawet do próby samookaleczenia. Konieczna była pomoc medyczna. Inny przykład. Atak psychotyczny na pracownika. Związany ze schizofrenią. Osoba chora wyobrażała sobie, że uczelnia ją inwigiluje na każdym kroku. Musiała interweniować policja.

Czytaj też: Stereotyp jest jak wróg we mgle

Ostatnio plagą jest depresja lękowa. Co czwarta osoba, która trafia do lekarza rodzinnego dostaje skierowanie do lekarza psychiatry. Aż 90 proc przypadków wychodzi ze zdiagnozowanymi zaburzeniami depresyjno-lękowymi. Młodzi ludzie boją się opuszczać pomieszczenie, a gdy to zrobią mdleją. Inni nie potrafią załatwić tak prostej sprawy jak wpis do indeksu. Mimo, że im się należy. Terapia pomaga.  Naprawdę. W Poradni jest na to mnóstwo przykładów i całe grono osób zaprzyjaźnione z jej pracownikami. Osób, którym pomogli. 

 

Poradnia robi dużo więcej. Wspomagała projekt ,,I kto tu oszalał’’ nagrodzony przez Kowadło. Na wydziałach odbywały się spotkania studentów z osobami, które były pod opieka poradni. Opowiadały jak wygląda życie osoby depresyjnej, schizofrenika, autysty, alkoholika… Teraz projekt będzie kontynuowany w ramach poradni. Podobnie z innym programem pt. ,,Uwalnianie mocy’’ czyli dotarciem do siebie, do własnego potencjału i zrozumienie mechanizmów – dlaczego ja tak funkcjonuję. Ukierunkowanie na odnalezienie zasobów, przy uświadomieniu sobie deficytów, przez które nie potrafią pofrunąć. Bo bez korzeni nie ma skrzydeł.

 

 

- Pokolenie, które teraz studiuje jest słabsze. Nie ma siły, którą dysponowali ich poprzednicy – mówi M. Cieślik – Nie da się stworzyć więzi wsparcia przez internet. Mamy sporo grono studentów, którzy przychodzą z nami porozmawiać, bo tylko z nami mogą. Jesteśmy terapeutami systemowymi. Na terapię zapisują się u nas pary, a nawet całe rodziny wspierające studenta czy studentkę. Teraz marzy mi się Międzyuczelniana Poradnia Wsparcia Psychicznego, gdzie byliby lekarze specjaliści.  Mam list intencyjny od Rektora i otrzymałam zgodę na prowadzenie rozmów. I to zrobię. Żeby nie wiem co.

 

 

Życie Ogólnouniwersyteckie
Zobacz podobne

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.