Sportowy supersenior

Henryk Kaczmarek, absolwent Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych niedawno otrzymał wyróżnienie Superseniora Poznańskiego Sportu 2026. Na specjalnej gali w CK Zamek wręczył mu go wiceprezydent Marcin Gołek. Z obdarowanym absolwentem rozmawia Krzysztof Smura.

 

Panie Henryku, supersenior? Pan się świetnie trzyma.

Sport to zdrowie i to nie jest pusty slogan, ale prawda jest też taka, że lata lecą, a wraz z nimi spada kondycja. W moim kalendarzu coraz więcej terminów zajmują lekarze. Trzeba o siebie dbać.

 

Jest Pan członkiem Stowarzyszenia Absolwentów UAM. Jednym z najbardziej aktywnych. Jak pan wspomina okres studiów?

 

Jako jeden z najpiękniejszych w moim życiu. Studiowałem w latach 70.  Wystartowałem na uczelnię za namową mojej koleżanki, która bardzo polecała mi geografię i jak się okazało słusznie. Wybrałem kierunek ekonomia co nie było bez znaczenia w mojej pracy, bowiem przez całe życie byłem związany z kolejnictwem.

 

Kogo najmilej pan wspomina z tamtego czasu?

Myślę, że promotora mojej pracy magisterskiej dr. hab Wiktora Borejko, zmarłego niedawno prof. Piotra Kłysza, który był opiekunem naszego roku czy też prof. Jerzego Paryska i prof. Leona Kozackiego.

 

Jest pan poznaniakiem z krwi i kości?

Urodziłem się tuż po wojnie. Najpierw z rodzicami mieszkaliśmy na Starołęce, a później przeprowadziliśmy się na ulicę Sokoła. Bardzo szybko też złapałem sportowego bakcyla. Sprzyjały temu rozległe tereny zielone w pobliżu miejsca zamieszkania, a także nieistniejące już boisko sportowe.

 

Trafił pan do laskarzy. Do dość niszowej drużyny…

Ale za to do klubu KKS Lech, który dopiero co zmienił nazwę z Kolejorza. To z tym klubem w późniejszych latach święciłem tryumfy, zdobywałem mistrzostwa i wicemistrzostwa kraju, startowałem w międzynarodowych zawodach. Musiałem być chyba jednym z lepszych zawodników bo przed olimpiadą w Monachium trafiłem do olimpijskiej kadry. Z czasem zdobyłem też uprawnienia sędziego, co zaprocentowało po zakończeniu kariery zawodniczej. Sędziowałem ponad 800 spotkań w tym mecze międzypaństwowe. Byłem też szefem sekcji hokeja na trawie Lecha Poznań.

Te związki pozostały panu do dzisiaj. To Pan założył w Poznaniu Klub Olimpijczyka Polskiego Związku Hokeja na Trawie?

 

To było w 2006 roku. Zostałem też jego prezesem. Razem z innymi propagowaliśmy ideę olimpizmu jak i naszą dyscyplinę sportu. Uczestniczyliśmy między innymi w Piknikach Olimpijskich PKOL. To było dla nas niezwykle ważne.

 

Sport wypełnił spor część Pana życia, ale jego drugą część wypełniały obowiązki zawodowe.

 

Tak jak już wspomniałem przez całe moje życie pracownicze byłem związany z kolejnictwem. Doszedłem nawet do stanowiska dyrektora Zakładu Przewozów Pasażerskich PKP, a potem z ramienia ministerstwa moim zadaniem była kontrola poszczególnych jednostek.

 

Czym jest dla Pana otrzymane wyróżnienie?

To takie małe ukoronowanie moich starań o propagowanie idei olimpizmu, a także ukochanej dyscypliny sportowej, hokeja na trawie.

 

Już wie Pan, gdzie ustawi owo trofeum?

O to zadba żona Danuta. Poszukiwania odpowiedniego miejsca trwają.