Dr Andrea Mariani. Z ERASMUS-a do archiwów Rzeczypospolitej

Do Poznania przywiodła go ciekawość – dziś dr Andrea Mariani, historyk z Mediolanu, nie tylko bada dzieje jezuitów w Europie Środkowo-Wschodniej, ale też popularyzuje wiedzę o Polsce i Włoszech. Jego odkrycia pokazują rolę jezuitów w społeczeństwie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. 

– Polacy na pewno dużo więcej wiedzą na temat Włoch niż Włosi o Polsce. Chciałem podzielić się tą ciekawością. Czasem piszę teksty po włosku, żeby przybliżyć swoim rodakom historię Polski – mówi badacz.  

Doktor Andrea Mariani, jeszcze jako student studiów magisterskich, przyjechał do stolicy Wielkopolski w ramach programu ERASMUS. Na Wydziale Historii uczestniczył w seminarium prof. Macieja Serwańskiego. – Spodobała mi się atmosfera. Później zdecydowałem się na doktorat w Polsce i tak to się potoczyło – wspomina.  

Wcześniej, na studiach w Mediolanie, dr Mariani zajął się historią Europy Środkowo-Wschodniej. Jego licencjat dotyczył Sasów Siedmiogrodzkich. Młodego naukowca zafascynowała też historia jezuitów. Tematem tym zainteresował go prof. Daniel Tollet z Francji, znakomity historyk Żydów, znajomy ówczesnej promotorki dr. Marianiego, prof. Giulii Lami. W Poznaniu historyk chciał z początku badać dzieje reformacji, ale ostatecznie, jak mówi, „trafił do konkurencji”, czyli jezuitów. I tak powstał pomysł wydania inwentarzy kolegiów jezuickich w Wielkim Księstwie Litewskim, których nikt wcześniej nie opracował.  

– Po raz pierwszy z inwentarzami zetknąłem się podczas kwerendy w Moskwie, kiedy pisałem pracę doktorską pod opieką prof. Serwańskiego – mówi dr Mariani. – Tam, podobnie jak w Mińsku i Wilnie, zachowało się wiele inwentarzy pokasacyjnych. Niestety, choć takie źródła istniały też w Polsce, to czas był dla nich mniej łaskawy – wiele rękopisów zostało zniszczonych podczas II wojny światowej – dodaje.  

Inwentarze powstawały w latach 1773-1774 w związku z kasacją Towarzystwa Jezusowego, która nastąpiła na mocy decyzji papieża Klemensa XIV. Sejm Rozbiorowy wyznaczył lustratorów, którzy pojechali w teren i spisali majątek zakonu, który został przekazany państwu, a następnie zasilił budżet Komisji Edukacji Narodowej, czyli ówczesnego systemu oświaty. Jak dotąd drukiem ukazały się w Wydawnictwie Naukowym UAM inwentarze kolegiów jezuickich w Nieświeżu i Nowogródku, o których pisaliśmy już w „Życiu Uniwersyteckim”, oraz kolegium w Mińsku. Ostatnia z książek otrzymała w ubiegłym roku Nagrodę Klio III stopnia na Targach Książki Historycznej. 

 

Dr Andrea Mariani opracował m.in. książkę "Inwentarzy kolegium jezuitów w Mińsku oraz jego majątków ziemskich z przełomu 1773 i 1774 r.

 

– Rękopisy, które powstały w ramach spisu, dają bardzo szerokie wyobrażenie tego, co się znajdowało w kolegiach jezuickich – od bibliotek po apteki – tłumaczy naukowiec. – W inwentarzach spisano np. leki zalecane kobietom ciężarnym czy osobom cierpiącym na choroby weneryczne. Dokumenty pokazują miejsce, jakie jezuici zajmowali w społeczeństwie żyjącym na terenach pogranicza wyznaniowego, kulturalnego i językowego – wyjaśnia.  

Jezuici potrafili świetnie dopasować się do lokalnych warunków, co pokazuje inwentarz kolegium w Słucku, który wkrótce zostanie wydany w opracowaniu dr. Marianiego. W tym prywatnym mieście długo utrzymywała się silna pozycja prawosławia. Słuck z księstwem słuckim należał najpierw do rodziny kniaziów Olelkowiczów, potem przeszedł w ręce Radziwiłłów Birżańskich wyznających kalwinizm, a wreszcie katolików – Radziwiłłów Nieświeskich. 

– Jezuici pojawili się tu pod koniec XVII w., w bardzo trudnym momencie. Rozwijała się wtedy wojna domowa między Sapiehami a innymi rodami magnackimi – wyjaśnia badacz. – Jezuici potrafili jednak nawiązać poprawne relacje z lokalną elitą, która przeważnie była kalwińska. Unikali antagonizowania środowiska, potrafili też wizualnie wkomponować się w lokalny krajobraz. W Nieświeżu zbudowali Kościół Bożego Ciała, który przypomina Il Gesù w Rzymie, bo ówczesny fundator był w Italii i wszystko, co tam widział, chciał mieć u siebie. Natomiast w Słucku postawili drewnianą świątynię na planie ośmioboku, która bardziej przypomina cerkiew niż kościół – opowiada. 

W klasztorze bracia mieli bibliotekę, część książek przetrwała do naszych czasów. Większość woluminów znajduje się dziś w Bibliotece Uniwersyteckiej w Wilnie. Wśród nich są zaskakujące druki. – Jezuici otrzymali wiele książek w darze od Hieronima Kłokockiego, którego ojciec, Kazimierz, był administratorem majątku Bogusława Radziwiłła, kalwina uwiecznionego w „Potopie” – opowiada historyk. – Kazimierz był katolikiem, ale żonę miał kalwinkę. W prywatnej bibliotece gromadził m.in. książki zakazane. W ten sposób trafiły one do jezuitów – wyjaśnia. 

Inwentarze jezuickie, zawierające opisy dóbr, wiosek i folwarków, czasem służą jako źródło dla badań genealogicznych. – Napisał do mnie Białorusin, który pochodził ze wsi kiedyś należącej do jezuitów, z prośbą o sprawdzenie, czy w spisie poddanych jest wymienione nazwisko jego przodka. Ten drobny fakt pokazuje, że choć mówimy o sprawach odległych w czasie, nadal mogą one mieć dla nas osobiste znaczenie. Takie momenty potrafią rozgrzać serce – komentuje naukowiec. 

Ciekawa historia wiąże się też z inwentarzem mińskim. Na jego opracowanie dr Mariani otrzymał grant od NCN, ale najpierw wydarzyła się pandemia, a potem doszło do pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę. Okazało się jednak, że prof. Michał Zwierzykowski odnalazł ten spis w zasobach kijowskiej Narodowej Biblioteki Ukrainy im. Włodzimierza Wiernadskiego i pomógł uzyskać fotografie dokumentów.  

– Na Kijów spadały i nadal spadają rosyjskie bomby, dlatego pomyślałem, że trzeba wydać te inwentarze, bo nie wiadomo, co się z nimi stanie – wyjaśnia dr Mariani. – Zrobiłem rzecz, której historyk raczej unika, bo powinno się obejrzeć rękopis na własne oczy. W tym przypadku nie było to możliwe. Jestem bardzo wdzięczny prof. Zwierzykowskiemu za podzielenie się tym wspaniałym okryciem – mówi. 

Trudna sytuacja międzynarodowa sprawiła, że wschodni kierunek badań jest na razie zamknięty. Doktor Mariani pozostał przy jezuitach, ale poszerzył obszar swoich zainteresowań o prowincje czeską oraz austriacką, bardzo rozległą, sięgającą od Użhorodu do Triestu. Tym razem historyk zajmuje się prozopografią – próbuje stworzyć zbiorowy portret jezuitów, pokazać, kim byli, skąd pochodzili, jak zmieniała się struktura wspólnot zakonnych. Naukowiec korzysta z katalogów osobowych.  

– Jezuici rok po roku spisywali, kto jest gdzie – swoiste „Who is who” prowincji. Możemy się z niego dowiedzieć, co wykładano w danej placówce, ale też jak przemieszczały się poszczególne osoby i jak rozwijały się ich kariery. Wątek polski na pewno będzie się pojawiał, bo prowincja czeska obejmowała Śląsk, a wielu Ślązaków wstępowało do zakonu w Polsce – przewiduje. 

Oprócz badań nad jezuitami dr Mariani zajmuje się również popularyzacją wiedzy o Włoszech wśród Polaków. Napisał pierwszy tom „Historii Włoch w pieśniach i piosenkach”, antologię stu tekstów z lat 1796-1918, przetłumaczonych na język polski. Umieszczając je w kontekście przemian społecznych, politycznych i kulturowych, ukazał inny obraz Italii i jej mieszkańców. 

 W antologii znalazły się pieśni polityczne, protestu społecznego, ale też piosenki rozrywkowe. 

– Nie tylko „Mazurek Dąbrowskiego” zawiera wątek włoski – również obecny hymn państwowy Włoch, „Pieśń Włochów”, znana jako hymn Mamelego, zawiera wątek polski – mówi wykładowca. – W piątej zwrotce pojawia się motyw orła austriackiego, który wypił krew włoską i polską i to spaliło mu serce. Pieśń powstała w 1847 r., kiedy zaczynały się walki o niepodległość Włoch, a Polska była pod zaborami – wyjaśnia.  

Z publikacji możemy m.in. dowiedzieć się, że znaną pieśń neapolitańską „Funiculì funiculà” napisano w celach reklamowych – miała zachęcać turystów pod koniec XIX w. do podróżowania na szczyt Wezuwiusza nowo otwartą kolejką linową zamiast na grzbiecie osła. 

Autor planuje kolejny tom antologii, ale to nie wszystko. Na Wydziale Historii dr Mariani prowadzi kurs monograficzny dla studentów o nowożytnej Italii, co zachęciło go do napisania zarysu historii Półwyspu Apenińskiego. Prace nad książkami trwają. 

Zobacz też: Dr Andrea Mariani. Tajemnice jezuickich inwentarzy