Wersja kontrastowa

Budynek, który wciąga

Gmach Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (obecnie Collegium Martineum) w czasie budowy, widok z narożnika ulic Kościuszki i Czerwonej Armii (obecnie ul. Święty Marcin), 1949-1959, R.S. Ulatowski / Cyryl
Gmach Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (obecnie Collegium Martineum) w czasie budowy, widok z narożnika ulic Kościuszki i Czerwonej Armii (obecnie ul. Święty Marcin), 1949-1959, R.S. Ulatowski / Cyryl

 

Najpierw służył komunistom, potem odbili go studenci. Mowa o Collegium Martineum, do niedawna Historicum. Nazywane przez niektórych „budynkiem z duszą” nie tylko było świadkiem historii, samo jest historią. Adrian Wykrota stworzył fotograficzną opowieść o tym wyjątkowym gmachu, w którym mieści się nasza redakcja. Towarzyszą jej relacje pracowników dbających o Martineum na co dzień. W większości zdjęcia wykonano aparatem średnioformatowym Yashica-Mat z czasów młodości budowli (lata 50.).

 

Władysław Mosorzewski, konserwator pomocniczy, w collegium od 20 lat.

 

Opowiem pani jak było z banerem. W nocy o 3-ciej zadzwonił do mnie kierownik Zdanowski:

- Panie Władku, szybko, afera jest

- Co się stało? 

- Baner wywiesili, trzeba go ściągnąć

- Mam lęk wysokości, na dach nie wejdę

- Pan będzie na ulicy, a my z synem weźmiemy się za baner (w akcji brał udział również Maciej Hojny, który miał wtedy dyżur na portierni - komentarz redakcji).

 

To byli rzekomo studenci, nie podobało im się, że budynek miał iść na sprzedaż. Jednak nikt ich za rękę nie złapał. Wywiesili płachtę na całej ścianie od strony Św. Marcina. Weszli na dach collegium przez inny budynek od Kościuszki. Portier nie miał prawa ich widzieć. Później człowiek od remontów pokazał mi, jak się tam wchodzi - myślałem że dostanę zawału.

 

Kolega, który pracował w budynku jeszcze za komuny pamięta, jak było w tamtych latach. Na pierwszym piętrze siedział pierwszy sekretarz. Na piątym piętrze, w pokojach hotelowych spał ponoć Edward Gierek. Tu, w portierni działało biuro przepustek, a naprzeciwko kiosk Ruchu z gazetami i papierosami, spod lady też można było coś dostać np. koniaki dla gości. Stołówka jak była tak jest, ale wyżej, gdzie dziś przechowują zbiory masońskie była salka kinowa. Na dziedzińcu stał dystrybutor paliw i warsztat samochodowy - już od dawna ich nie ma. Od strony Świętego Marcina tylna klatka schodowa, która prowadziła na dziedziniec. Dygnitarze tamtędy uciekali, jak były zamieszki.

 

2
3

4

Marek Toboła, główny konserwator, elektryk, od 3,5 roku w collegium

 

Gdy przyszedłem tu do pracy byłem pod wrażeniem. Tak jest do dziś, bo lubię ten budynek. Nie wiem, czy to coś paranormalnego, ale wciąga. Stale jestem ciekaw, co nowego jeszcze zobaczę. Może dlatego, że wcześniej urzędował tu KW PZPR. Instalacja elektryczna jest z lat 50., jutowo-gumowa, miedziana, nie znalazłem żadnego aluminium. Dbano o ten budynek, jak nie wiadomo co. Ze dwóch, trzech sejfów jeszcze nie otwarto - kto wie, co w nich jest. Ostatnio przez przypadek trafiło mi się krzesło, zwykły drewniak. Albo stało na sali kinowej albo służyło do narad dla pospolitych pracowników, przecież nie dla dożów, bo oni siedzieli na fotelach. No i oczywiście segregator. Trzy razy przenosiłem się z warsztatu na warsztat i zabierałem go ze sobą. Na okładce z przodu ma tabliczkę KW PZPR. Szkoda tylko, że tak mało rzeczy zostało.

5
6
7

Małgorzata Stępniak, portier, od 3 lat w collegium, od 15 lat na UAM

Uwielbiam mieć kontakt z ludźmi, dlatego ta praca mi odpowiada. Jak byłam młodą dziewczyną nie lubiłam tego budynku - wiadomo, kto tu rządził. Kiedyś oberwałam z armatki wodnej koło Zamku. Było nas pięcioro – milicja uznała, że to już zgromadzenie. Teraz czuję się tu bardzo dobrze. Nocki tylko są smutne. I studentów trochę mało - brakuje mi ich. Ale miejsce zionie historią. Jak zaczęłam tu pracować, podczas Nocy Muzeów historyk oprowadzał i opowiadał, co się tu działo. Uważam, że trzeba wiedzieć, gdzie się pracuje.

Podoba mi się pomysł Muzeum Enigmy. Już teraz zaglądają do nas turyści z Polski i zagranicy. Często przychodzą też absolwenci i pytają, czy mogą obejrzeć budynek, bo kiedyś tu studiowali. Dobrze go wspominają. Zachęcam ich, żeby obejrzeli również Morasko, ale ich ciągnie do czasów młodości.

8

9
10

Trochę historii

Gmach zaprojektowany przez znanego poznańskiego architekta Władysława Czarneckiego powstał w latach 1948-52. Wzniesiony z cegły oblicowanej piaskowcem przy reprezentacyjnej ulicy miasta stał się siedzibą Komitetu Wojewódzkiego PZPR. W czerwcu 1956 roku do budynku wdarli się protestujący, przed którymi stchórzył pierwszy sekretarz partii. W styczniu 1990 roku okupowali go studenci z Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Dzięki tej akcji okazałą budowlę przekazano Uniwersytetowi im. Adama Mickiewicza i do 2015 roku mieścił się tu Wydział Historyczny. Po wyprowadzce wydziału na Morasko budynek miał być sprzedany. Zrezygnowano z tego pomysłu po protestach studentów, którzy rozwiesili na gmachu wielki baner z godłem UAM trzymającym worki z pieniędzmi i napisem “Collegium Historicum do wynajęcia”. Obecnie mieszczą się tu m.in. biura uniwersyteckiej administracji, a do niedawna uczyli się studenci Instytutu Lingwistyki Stosowanej. Za dwa lata na parterze i pierwszym piętrze ma powstać nowoczesne Muzeum Enigmy. Nie bez kozery - przed wojną w tym miejscu istniał budynek intendentury wojskowej, a w nim oddział biura szyfrów Sztabu Generalnego, gdzie matematycy Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, absolwenci Uniwersytetu Poznańskiego złamali kod niemieckiej maszyny szyfrującej. 

11
12
13
14
15
16

 

 

17

 

 

 

 

 

 

tekst: Ewa Konarzewska-Michalak

zdjęcia: Adrian Wykrota

fotografie archiwalne ze zbiorów Cyryl oraz Wydziału Historycznego UAM

 

 

 

Życie Ogólnouniwersyteckie
Zobacz podobne

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.