Dr Rafał Wiśniewski. Europa w cieniu Pekinu

Wydarzenia ostatnich lat uświadomiły nam skalę gospodarczego uzależnienia Europy od Chin. Coraz więcej kluczowych sektorów Unii Europejskiej jest podatnych na decyzje podejmowane w Pekinie. Czy nie jest za późno na dywersyfikację i realną autonomię gospodarczą? 

Gospodarcze uzależnienie stało się widoczne w czasie pandemii, kiedy na całym świecie ujawniła się skala zależności od dostaw produktów medycznych i środków ochrony osobistej z Chin. Od tego momentu znacznie uważniej zaczęto analizować inne obszary łańcuchów dostaw, w których partnerzy z ChRL odgrywają kluczową rolę. 

Jednym z tematów, wokół których w UE toczy się szeroka dyskusja, są metale ziem rzadkich oraz produkty z nich wytwarzane. Dobrym przykładem zależności w tym obszarze były wydarzenia związane z holenderską firmą Nexperia, która znalazła się w centrum sporów polityczno‑handlowych między USA a Chinami. W efekcie tych napięć przez pewien czas strona chińska wstrzymała dostawy półprzewodników, produkowanych w ramach szerszego koncernu przez tę firmę, do odbiorców europejskich. Bardzo negatywnie odbiło się to m.in. na przemyśle motoryzacyjnym. 

Dla UE był to czytelny sygnał, że konfrontacja z Chinami może pociągać za sobą dotkliwe konsekwencje ekonomiczne. Sytuacja unaoczniła również zależność od dostaw w przypadku produktów trafiających na rynek za pośrednictwem firm europejskich. Okazało się bowiem, że kluczowe elementy całego procesu produkcyjnego wciąż odbywają się w Chinach. Zapowiedź wprowadzenia przez władze chińskie daleko idącego reżimu kontroli eksportu metali ziem rzadkich postawiła firmy i rządy w bardzo trudnej sytuacji. 

Obszarów zależności jest więcej, np. substancje aktywne wykorzystywane przy produkcji leków czy podzespoły do bezzałogowych statków powietrznych, które w dużej mierze również pochodzą z Chin. Dyskusja dotyczy także chińskich samochodów elektrycznych. Producenci tacy jak BYD zbudowali silną pozycję globalną, która zagraża europejskiemu przemysłowi. Pytania budzi też stopień, w jakim funkcjonowanie tych pojazdów zależy od połączeń z bazami danych i platformami producentów. 

W ciągu ponad 40 lat integracji z gospodarką światową chiński przemysł wypracował przewagi w wielu kluczowych sektorach. Ograniczenie dostaw z Chin może więc okazać się bolesne. UE próbuje zmniejszać zależność m.in. poprzez wprowadzenie instrumentu przeciwko przymusowi gospodarczemu oraz regulacji zobowiązujących do dywersyfikacji dostawców i zabezpieczania dostaw surowców z innych regionów, jak Australia, czy organizacji, jak Mercosur. Przyjęcie w 2024 r. ceł na chińskie samochody elektryczne miało wspierać europejski przemysł i ograniczać ryzyko dalszej zależności technologicznej. 

Im głębiej analizujemy jednak złożoność relacji gospodarczych, tym wyraźniej widać, że są one efektem dekad funkcjonowania otwartego systemu handlu. Dywersyfikacja będzie postępować, zwłaszcza w sektorach związanych z bezpieczeństwem, jednak im większa skala zależności i im mocniej dotykają one odbiorców indywidualnych, tym trudniejsze staje się ich ograniczanie. 

Czynnikiem pogarszającym relacje unijno‑chińskie jest polityka Pekinu wobec Rosji. Choć brak dowodów na bezpośrednie wsparcie militarne, samo utrzymywanie normalnych relacji handlowych z Moskwą ma istotne znaczenie dla jej zdolności do prowadzenia wojny.  

W chińskich kalkulacjach politycznych trudno dziś dostrzec przesłanki do aktywnego angażowania się w rozwiązanie konfliktu. Mimo to ciężar chińskiej gospodarki i relacje z Rosją sprawiają, że ich rola pozostaje istotna. Pojawiają się także pytania o reakcję państw europejskich w razie ewentualnego konfliktu w regionie Indo‑Pacyfiku. 

Chiny nie są bezpośrednim militarnym zagrożeniem dla UE, jednak skutki ich polityki są wyraźnie odczuwalne. Napięcia dotyczą głównie sfery gospodarczej, relacji z państwami trzecimi oraz kwestii ładu międzynarodowego, wartości i praw człowieka. W tym sensie polityka Chin coraz silniej kształtuje otoczenie bezpieczeństwa Europy. 

Zobacz też: Dr Igor Ksenicz. Nowa zimna wojna?