Wersja graficzna

Anna Bryłowska. Zaczęło się od pustej klasy

Anna Bryłowska
Anna Bryłowska

Z Anną Bryłowską z Wydziału Pedagogiczno Artystycznego UAM, dydaktykiem roku 2021 rozmawia Krzysztof Smura.

- Bardzo chciała być pani dydaktykiem?

- Zawsze. Odkąd pamiętam przygotowywałam się do zawodu. Po prostu od dzieciństwa niemal każdego dnia bawiłam się w szkołę. Może to zabrzmi banalnie, ale ja to kocham. Już jako kilkuletnia dziewczynka miałam dziennik w domu. Często wracałam ze szkoły do domu na czubkach palców, udając, że idę na szpilkach i skłaniałam głowę na prawo i lewo odpowiadając ,,dzień dobry’’ na niewypowiedziane pozdrowienia wyimaginowanych uczniów. A w domu kontynuowałam zabawę. Robiłam sprawdziany, uczyłam brata i siostrę, a jak ich nie było to pusty pokój, który w wyobraźni wypełniałam uczniami. Brak mi słów żeby określić jak bardzo kocham uczyć.

W jaki sposób stara się pani przekonać do siebie studentów?

Moja relacja ze studentami jest w pewnym sensie intymna i trudno mi o niej mówić. Bardzo ważne jest by każdego ucznia poznać od wewnątrz, wniknąć w niego i być mu przyjacielem. Na nowych zajęciach proszę studentów by ustawili przed sobą wizytówki. Chcę poznać ich imiona. I zapamiętać.  Bywa, że na zajęciach jestem trochę klaunem. Nie traktuje ich ex cathedra. Pokazuję, że jestem osoba która nie jest nieomylna. Uwielbiam to czego uczę, ale przede wszystkim praktyczną gramatykę i wymowę. Zdaję sobie sprawę, że teamsy i automatyzacja nauczania są wyzwaniem dla współczesnego dydaktyka, ale ja cenię sobie i cenić będę bezpośredni kontakt ze studentem. Staram się być z nimi bo wiem, że zestresowani i traktowani z góry niczego się nie nauczą.

 

A pani bywa zestresowana?

Tak. To jednak pozytywny stres. Zawsze staram się być przygotowana do zajęć. Poświęcam temu sporo czasu.

 

Jakiś sposób na trudnych studentów?

Są i tacy. Sposób? Prawdziwa rozmowa w cztery oczy. Nie zza biurka, ale siadając obok ucznia staram się zaradzić problemowi i przekonać, że naprawdę warto przyłożyć się do nauki. Podaje przykłady ze swojej dydaktycznej historii.

Dlaczego została pani dydaktykiem? Tradycja rodzinna?

Faktem jest, że mama jest/była nauczycielem. Uczyła biologii, ale nie bardzo lubiła to zajęcie i po dziesięciu latach zrezygnowała. O mnie zawsze mówiła, że jestem inna niż ona. Że ja mam pasję.

 

Czytaj też: Dr Sylwia Szykowna. Dydaktyka jest pasją

Nauka Wydział Pedagogiczno-Artystyczny w Kaliszu

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.