Wersja kontrastowa

Małgorzata Rybczyńska. „Radio” dla zabieganych

Małgorzata Rybczyńska
Małgorzata Rybczyńska

„Radio” dla zabieganych

Z Małgorzatą Rybczyńską, rzecznikiem UAM, ale przede wszystkim świetnym radiowcem przez lata związanym z Radiem Merkury o podcastowym szaleństwie, ale nie tylko, rozmawia Krzysztof Smura

 

Podcasty to ten element marketingu naukowego, który w ostatnim czasie jest na fali wznoszącej. Co chwilę powstają nowe naukowe podcasty. Czy Twoim zdaniem jako radiowca z wieloletnim doświadczeniem, podcasty stanowią zagrożenie dla radia?

Nie da się ukryć, że na początku XXI wieku słowo podcasty przyprawiało radiowców o gęsią skórkę, podobnie jak teraz, kiedy słyszymy, że zastąpi nas sztuczna inteligencja. Ale od zawsze wiedzieliśmy, że to, co robimy w radiu, jest bardzo ulotne. Poszło w eter i koniec. Potem pojawiły się strony internetowe, ale nie od razu trafiały tam materiały dźwiękowe. Najbardziej było żal reportaży, słuchowisk, publicystyki, które wymagały najwięcej pracy. Taką możliwość dają podcasty – pozwalają sięgnąć po to, co interesujące, ale na warunkach słuchacza, a nie zgodnie z ramówką stacji radiowej. Podcasty to dla mnie takie „radio” dla zabieganych a jeśli mówimy o nich jako formie poszerzania wiedzy i rozwijania zainteresowań, to ktoś te treści i tak musi „wyprodukować”. Nie mam jednak złudzeń, że radia słucha się dziś inaczej niż kiedyś, to medium towarzyszące, gra „w tle”. Wiem też, że młodzi ludzie coraz mniej słuchają radia, ale to nie wina popularności podcastów.

Ale przecież radio ma swoje pasmo, ludzi na etatach, żyje z reklam. I mimo to jest zagrożone?

Ja uważam, że nie jest tak źle. Radio jest jak domownik, zwłaszcza tam, gdzie są ludzie samotni albo po prostu lubią głos, klimat audycji określonych dziennikarzy radiowych. Ja nie wyobrażam sobie poranka bez mojego ulubionego prowadzącego, przeglądu prasy, świeżych wiadomości, informacji o ruchu drogowym. Sobotnie poranki należą do kolejnego prezentera na żywo, który opowiada o swojej kawie i nowościach z ryneczku, na którym był rano. Tego żywego słowa, obecności po drugiej stronie człowieka w tej konkretnej chwili nie zastąpi podcast. Zwróć uwagę, jak chętnie ludzie dzwonią do radia na żywo, aby podzielić się czasem najprostszymi informacjami, kto, jaką rybę złowił albo jakie grzyby zebrał w lesie. Żywe radio ma swoją magię i to jest główny kierunek, w którym może się rozwijać.  Podcasty, to „druga noga”. Jak nie mam czasu na słuchanie serwisów radiowych w ciągu dnia, to włączam podcast określonej stacji i w ciągu kilkunastu minut słucham wszystkich wiadomości od rana. Ogromna wygoda (śmiech).

Wydaje się, że dzisiaj każdy może być radiowcem. Ba. Coraz częściej zauważam, że im większa wada wymowy tym ciekawszy program. Może przesadzam, ale gdzie tu miejsce na karty mikrofonowe?

Masz rację, ale… tylko częściowo. W radiu liczy się osobowość, można być hiperpoprawnym, ale przeraźliwie nudnym, z drugiej strony można nie wymawiać „r”, seplenić i się jąkać, ale przyciągnąć ucho słuchacza. Aktorzy mówią „czego się nie dogra, to się dowygląda”. Przekładając to na radio, jeśli umiesz ciekawie i z pasją mówić, to problemy wymowy stają się mniej ważne. I to dotyczy podcastów.  Z drugiej strony jednak serwis informacyjny czytany przez kogoś, kto nie mówi poprawnie po polsku i ma wadę wymowy, jest nie do przyjęcia, podobnie jak średnio radzący sobie z językiem ojczystym prowadzący też nie powinien siadać przy mikrofonie. I to już kwestia profesjonalizmu w radiu. Młodzi ludzie niestety mówią coraz gorzej, widzę to na zajęciach z pracowni radiowej, podobnie jak moi znajomi dziennikarze prowadzący zajęcia ze sztuki telewizyjnej i prasowej. To wina powszechnie używanych komunikatorów i emotikonów. Coś takiego jak związki frazeologiczne, znaczenie słów sprawia wiele problemów.  „Humor z zeszytów” można mnożyć.  Student mówi "Tygodnik zapewnia, że publikuje treści niecenzuralne".  O co chodzi???  O to, że „…publikuje treści bez cenzury”.  Ja zdałam egzamin na kartę mikrofonową i musiałam wiedzieć jak wymówić chargé d’affaires, czy nazwisko Brontë, a jak umiałam wymówić, to wiedziałam, co te słowa oznaczają. Jestem radiowcem z Polskiego Radia, czyli medium, którego zadaniem było (niestety świadomie używam czasu przeszłego) popularyzacja kultury i piękna polskiego języka, stąd mnie osobiście wszelkie oczywiste błędy rażą. A już na marginesie, karta mikrofonowa istnieje, ale nie jest obowiązkowa we wszystkich stacjach radiowych.

 

A sprzęt? Mówi się, że najlepsze nagrania powstają w szafie.

I w toalecie i z kocem na głowie i na wiele, wiele innych sposobów (śmiech) To zależy jakiego dźwięku potrzebujesz? Pamiętam słuchowisko, w którym autor muzyki rozbił mnóstwo butelek z grubego szkła w betonowej piwnicy, a potem chodził po tym w martensach, aby uzyskać charakterystyczny chrzęst. Słowo i dźwięk są najważniejsze w radiu. Dlatego taką wagę przykładam na zajęciach do montażu. Można tak pociąć rozmówcę, że będzie „szczekał” a nie mówił, bo nie pozostanie żaden oddech. I tu powracamy do podcastów. W naszej „Naukowej Dzielnicy” przywiązujemy dużą wagę do jakości dźwięku, staramy się, aby był przyjemny dla ucha, bardzo dobrej jakości. Zdajemy sobie sprawę, że proponowany materiał może być słuchany w różnych warunkach. Mam nadzieję, że nikogo nie urażę, ale wiele razy sprzątałam dom, ze słuchawkami w uszach, słuchając interesujących rozmów i wykładów naukowców. W słuchawkach, w samochodzie, na ulicy, biegając, sprzątając, leżąc na plaży, spacerując po lesie - tak słuchamy podcastów, audiobooków i one muszą być dobrze słyszalne, jeśli chcemy, aby były w ogóle słuchane.   

Przykłady Radia 357, czy Radia Nowy Świat wskazują, że radio internetowe może mieć większą słuchalność niż stacje publiczne. O czym to Twoim zdaniem świadczy?

Wyłącznie o tym, że robią to świetni dziennikarze i wiedzą, jak dotrzeć do słuchacza, którzy dosłownie „kupili” ten pomysł. Koniec, kropka! Technicznie jest coraz mniej przeszkód, nie ma konieczności starania się o koncesję.  Zespół profesjonalistów, z którymi tworzyliśmy Radio Merkury był jak rodzina i dlatego stacja była słuchana i liczyła się w regionie. Jeśli ludziom się chce i mają wspólny kierunek to … można góry przenosić.  

Brakuje ci radia?

To pytanie najbardziej boli. Oczywiście, że brakuje mi mikrofonu, magii studia, tworzenia czegoś swojego, a przede wszystkim ludzi, atmosfery. Ale „to se ne vrati” Nie ma już TEGO radia, za którym tęsknię. I bardzo się cieszę, że jestem tu, gdzie jestem. Trafiłam na wspaniały zespół i … znowu mogę góry przenosić (śmiech).

To może stworzycie podcast rektorski?

Chcesz mi dołożyć pracy? A poważnie. Nie wiem, czy jest taka potrzeba. Pamiętaj, że rektorzy, przynajmniej prof. Andrzej Lesicki i prof. Bogumiła Kaniewska to przede wszystkim wspaniali naukowcy, którzy, jak sądzę, chętniej podzielą się swoimi pasjami badacza niż codziennymi problemami związanymi z zarządzaniem taką wielką instytucją jak UAM. A na naukowców i ich ciekawe opowieści czekamy właśnie z mikrofonem na podcaście Naukowa Dzielnica. Jedna opowieść prof. Bogumiły Kaniewskiej zresztą już tam jest!

 

Czytaj też: Przemysław Ślużyński. Jak nagrywać to w szafie

 

Ludzie UAM Ogólnouniwersyteckie
Zobacz podobne

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.