Rewolucja jest konieczna

Marcin Popkiewicz
Marcin Popkiewicz
Adam Barabasz; Marcin Piechocki

Z Marcinem Popkiewiczem, autorem książki: „Świat na rozdrożu", „Rewolucja energetyczna. Ale po co?", uznanym w Polsce  i za granicą analitykiem megatrendów, ekspertem i dziennikarzem zajmującym się powiązaniami w obszarach gospodarka-energia-zasoby-środowisko rozmawiają Adam Barabasz i Marcin Piechocki
 

 Jak przekonać ludzi do troski o środowisko naturalne, kiedy skutki naszych działań mogą pojawić się po naszej śmierci?
Podstawowym problemem jest brak świadomości realnych zagrożeń wynikających z zaniedbania środowiska naturalnego. W większości dyskusji na temat wyzwań energetycznych współczesnego świata, Europy, w tym Polski, ludzie uważają, że ich to nie dotyczy, nie wierzą też w możliwość zmiany sposobu życia. Nie wyobrażają sobie na przykład zamiany węgla ogrzewającego nasze mieszkanie na np. pompę ciepła. Gdy wyjeżdżamy do krajów nordyckich widać postęp w podejściu do tych zagadnień.

My traktujemy atmosferę jak darmowy ściek dla kominów i rur wydechowych. Właściwie tylko potwierdzamy, że niewiele nas środowisko interesuje.

W  Skandynawii  jeździ mniej  samochodów, nie ma korków, ludzie więcej się ruszają, jeżdżą na rowerach, jest mniej smogu, nie mają chorób,  w  tym alergii. Poza tym techniki zużycia energii są inne i niekoniecznie droższe, jak nam się wmawia. Jeśli np. ktoś ma w domu własną fotowoltaikę  to za ogrzewanie płaci mniej niż za palenie w domu solidnym węglem i dużo taniej niż gazem.  Trzeba  myśleć o tych problemach perspektywicznie. Stawiając na nowe technologie ekologiczne, odcinamy się od importu drogich surowców ropy, gazu  z Rosji, ratujemy świat, poprawiamy jakość życia i jeszcze w długiej perspektywie czasu się na tym bogacimy.

Jaki model gospodarki należałoby zaproponować, aby spowolnić zmiany klimatu?
Przede wszystkim musimy nie tyle zmniejszyć emisję CO₂ do atmosfery, ale ją wyzerować. Jeśli będziemy ją tylko zmniejszać, klimat będzie się ocieplał, tyle że trochę wolniej. Patrząc poprzez pryzmat epoki geologicznej, i tak będzie się to działo szybko. W ostatnich dziesięcioleciach stężenie dwutlenku węgla wzrosło niebotycznie, nigdy nie było tak duże w obecnym holocenie. Niestety obecny system płacenia za  zanieczyszczenia nie zachęca do tego, nie rozwiązuje problemu. My traktujemy atmosferę jak darmowy ściek dla kominów i rur wydechowych. Właściwie tylko potwierdzamy, że niewiele nas środowisko interesuje. Płacimy, a jest to relatywnie niski koszt w porównaniu do tego, jakim kosztem dla naszego życia i zdrowia zachodzą zmiany w środowisku.  Musimy naprawdę zredukować tę emisję, a nie zasłaniać się płaceniem za „brudzenie”; nie tędy droga, pieniądze nie załatwią wszystkiego. Tylko do tego  trzeba się przekonać i być tego świadomym. Należy pamiętać, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się szkodzenie innym. A zapłacą za to przyszłe pokolenia.

Czy zmiany klimatu niosą ze sobą jakiś scenariusz pozytywny?
Raczej nic pozytywnego. Ocieplenie to kwestia czasu, Sahara przesuwa się na północ. Może nam się podobać, że klimat w Poznaniu już niedługo będzie porównywalny do klimatu Budapesztu sprzed 100 lat, a w przyszłości będzie u nas tak ciepło jak nad Morzem Śródziemnym. Jesteśmy bliżej Bieguna Północnego, to jakiś czas wytrzymamy.  Jednak ludzie mieszkający na południe od równika, w nowych, gorących warunkach po prostu nie będą mogli  żyć. Proszę pamiętać, że w Syrii w ostatnim czasie wystąpiła susza, której nie było od 900 lat w tym kraju. W jej wyniku umierali ludzie, zwierzęta, a to doprowadziło do powstania grup zdesperowanych uchodźców klimatycznych, którzy przenieśli się ze wsi do miast. Do tego wybuchła wojna domowa w Syrii, ludzie zaczęli szukać azylu w Europie. I ich liczba będzie wzrastać. W  przyszłości, jeszcze w tym stuleciu, liczba uchodźców, migrantów nie tylko w wyniku wojen, ale również w  wyniku zmian klimatycznych nie będzie sięgała 2-3 milionów, ale 200-300 milionów. I co będziemy wtedy robić? Wpuścimy ich do Europy? A może tylko milion, a może wybranych? Cokolwiek zrobimy, będzie źle.

 

Czytaj też: Tam, gdzie niedźwiedź mówi dobranoc

Pozostaje zatem przekonać polityków do dekarbonizacji, tylko jak to zrobić?
W poczuciu głębokiej odpowiedzialności za losy ludzi i świata powinniśmy odchodzić od węgla i zmniejszać emisję CO₂ do atmosfery.  To my,  „bogaty świat”, doprowadziliśmy do zwiększenia jego emisji poprzez spalanie ropy, węgla, gazu.  USA  to 1/7 światowych emisji,  Chiny 1/4, Europa 1/10.  Więc to my powinniśmy udostępnić biedniejszym państwom z tzw. globalnego południa nowe technologie, które są coraz tańsze, bo to my jesteśmy winni  temu co się dzieje z klimatem. Podobnie w Polsce, dokładamy miliardy do wydobycia węgla, a przyszłość jest w nowych, czystych technologiach (pompy ciepła, rekuperatory). Jednak w przypadku naszego kraju jest to problem, który powinniśmy rozpatrywać w szerszym kontekście społecznym.
 

 

Rozmowy Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa