Jadwiga Rotnicka. Krótka historia jednego albumu

Fotografia w nagłówku
fot. Adrian Wykrota
fot. Adrian Wykrota

Pretekstem do napisania tego tekstu były 2 złote. Tyle kosztował album, który znalazłem na pchlim targu. W tablo kadra UAM sprzed 60 lat i senator Jadwiga Rotnicka.

Stare garaże, wszechobecny kurz i kartony wypełnione papierami. Takie miejsca lubię najbardziej. Bo to w nich kryją się prawdziwe skarby – takie jak ten, który niedawno wpadł mi w ręce. Stary album w bordowej okładce przeplatanej sznurkiem. Już na pierwszy rzut oka wygląda dość dostojnie. Otwieram i wertuję. 

 „Uniwersytet im. Adama Mickiewicza. Wydział Biologii i Nauk o Ziemi. Studium geografii dla pracujących 1964-1970” – czytamy na stronie tytułowej. A dalej zdjęcia, na których widać władze uczelni i ówczesną kadrę. W jej szeregach Jadwiga Rotnicka – wtedy jeszcze magister. Dziś profesor UAM i senator z ramienia Platformy Obywatelskiej.

Panią senator odwiedzam w jej biurze. - Mam dla Pani niespodziankę – mówię i pokazuję album.

Jadwiga Rotnicka wzięła ode mnie album i zaczęła go przeglądać.

– To tablo? – upewniam się, bo w albumie trudno znaleźć typowego studenta. Na stronie opisanych jako „Geografia ekonomiczna” i „Geografia fizyczna” zdjęcia kilkudziesięciu osób. Większość to osoby w średnim wieku – „na oko” od około 30 do nawet ponad 50 lat.

- Zgadza się – mówi prof. Rotnicka. - Mieliśmy wtedy dwa typy studiów: pięcioletnie stacjonarne magisterskie i sześcioletnie zaoczne. Studium dla pracujących to właśnie studia zaoczne. Na te drugie zapisywały się głównie osoby już dojrzałe i pracujące, nie było wtedy zwyczaju, by podejmowała je osoba nie mająca pracy – wyjaśnia wątpliwości.

Album wydano w 1970 r. Pierwsze strony poświęcono władzom uczelni i Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi (dziś to dwa osobne wydziały – Wydział Biologii i Wydział Nauk Geograficznych i Geologicznych).

- Siedziba mieściła się w Collegium Maius. Część zajęć odbywała się w Collegium Chemicum, gdzie mieściła się Katedra Geologii – tłumaczy Rotnicka.

Patrzy na zdjęcia i krótko opisuje kto był kim. - Rektorem był profesor Czesław Łuczak, historyk. Dziekanem – profesor Stefan Kozarski, wówczas docent, który po latach został profesorem. Profesor Bogumił Krygowski był wtedy dyrektorem Instytutu Geografii w obrębie którego były dwie katedry geografii fizycznej i ekonomicznej. Kierownikiem studium i prodziekanem był docent Stanisław Konieczny – opowiada.

Jak przyznaje, funkcja docenta była wówczas bardzo popularna. Dopiero w 1990 r. zastąpiono ją tytułem naukowym - doktora habilitowanego.

Na kolejnych kartkach – profesorowie i wykładowcy. - Pamiętam chyba wszystkich – mówi Rotnicka. I zaczyna opowiadać o swoich koleżankach i kolegach.

Prof. dr.Maria Czekańska. – To dydaktyk geografii, wieloletnia przedwojenna nauczycielka. Pani, która zwracała uwagę na zachowanie, na obycie i „czego jeszcze panienkom nie wypada robić”. Była wykładowcą przygotowań do pracy w szkole: dydaktyki i metodyki nauczania geografii.

Prof. dr Stanisława Zajchowska. – Była profesorem geografii ekonomicznej. Zajmowała się geografią osadnictwa.

Prof. dr Tadeusz Bartkowski. – To typowy geograf fizyczny (środowiskowy).

Prof. dr Jarosław Urbański. – Malakolog i zoolog. Trudny do przejścia. Egzaminował zawsze w towarzystwie dwóch asystentów. Zapraszał zawsze do siebie trzy osoby, słychać było szum muchy, plusk rybek w akwarium i nerwy.

Prof. dr Florian Barciński. – Postać bardzo znana, profesor dwojga uczelni, naszego Uniwersytetu i wówczas Akademii Ekonomicznej. Kolejny człowiek trudny do przejścia na egzaminach. Krążyły o nim plotki i ploteczki, a przed drzwiami jego gabinetu odbywała się wielka giełda pytań jakie czekały u niego na egzaminie ustnym.

Doc. dr Anna Czekalska. – Była kierownikiem zakładu geologii. Jej mąż prof. Czekalski również pracował na uczelni, ale nie ma go w tym tablo. Zajmował się właściwie wszystkim na geografii ekonomicznej. Słynął z anegdot i zagadek przyrodniczych. Mówił na przykład: Proszę mi wyjaśnić co to znaczy „krowy w rowie”. Studenci na egzaminie dostawali duże oczy, jak nie chodzili na wykłady. A chodziło o to, że w Kalifornii, słynącej z uprawy pomarańczy, z tychże pomarańczy wytwarzano alkohol, a wytłoki szły do rowów ściekowych. Krowy, które tam się pasły zjadały te wytłoki i się upijały. I tam padały i leżały.

Doc. dr Józef Bajerlein. – Przedwojenny nauczyciel, twórca hydrografii, hydrologii poznańskiej. W miejscowości Jeziory na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego miał limnologiczną stację pomiarową, do której studenci jeździli na praktyki.

Prof. Stefan Kozarski. – Geomorfolog z dużymi osiągnięciami, bardzo szanowany naukowiec.

Doc. dr Michał Żurawski. – Mój późniejszy kierownik zakładu. Hydrograf, hydrolog, zajmował się przede wszystkim gospodarką wodną z pochyleniem praktycznym. Dużo pod jego kierunkiem wykonywaliśmy prac na rzecz społeczności lokalnych: przedsiębiorstw, wodociągów. Był nałogowym palaczem fajki, z którą w zasadzie się nie rozstawał. Była taka tradycja, że zabierał nas, młodych asystentów ze sobą na kawę do klubu profesorskiego w Collegium Minus. Tam przedstawiał nas swoim znajomym profesorom, głównie prawnikom. Kiedyś, gdy tak szliśmy z Maiusa do Minusa, ktoś podbiegł do niego krzycząc: Panie Profesorze, Pan się pali! Okazało się, że niezgaszoną fajkę włożył do płaszcza… Ot cały profesor Żurawski.

Doc. dr Hieronim Hurnik – Astronom, kierownik obserwatorium astronomicznego przy ulicy Słonecznej. U niego studenci mieli pierwszy egzamin - z astronomicznych podstaw geografii.

Dr Ludmiła Czechówna. – Panienka, jak wskazywało nazwisko, zajmująca się kartografią.

Dr Karol Rotnicki. – Mój mąż. Zajmował się geomorfologią i geologią czwartorzędu. Poznaliśmy się pod koniec studiów, ja byłam na II roku, a on był asystentem.

- A czym zajmowała się mgr Rotnicka? – pytam.

- Hydrologią w zakładzie prof. Żurawskiego – słyszę w odpowiedzi.

Profesor Rotnicka studia rozpoczęła w 1961 roku. Ukończyła je pięć lat później.

Jak wtedy wyglądały studia? - Na roku przeciętnie było około 40 studentów, nie były to tak liczne roczniki jak obecnie. Od drugiego roku studenci byli ukierunkowywani na specjalizację: połowa na ekonomiczną, druga na fizyczną. Pracowaliśmy zawsze pod kierunkiem jakiegoś profesora kierującego konkretnym zakładem.

Studenci geografii – jak podkreśla Rotnicka - prawie całe wakacje spędzali na ćwiczeniach terenowych. – Taka praktyka odbywała się z meteorologii, topografii, klimatologii, geomorfologii, hydrografii… Z każdego przedmiotu po dwa tygodnie – mówi.

Nikt jednak z tego powodu specjalnie nie narzekał. - Dzięki temu dużo wyjeżdżaliśmy w teren. A wyjazdy nie były wtedy tak popularne jak teraz, nie mówiąc nawet o zagranicznych, bo te w ogóle nie były możliwe. Te nasze praktyki były dla nas więc pewnego rodzaju wakacjami. Poznawaliśmy dzięki nim Polskę. Zawsze było na nich wesoło. Nie było wtedy Internetu a nawet telewizji, więc rozrywka rodziła się po prostu w naszych głowach – śmieje się.

 

Tablo

Studenci na przełomie lat 60. i 70. byli też regularnie zatrudniani do pomocy przy różnych pracach terenowych. - Wtedy bardzo popularne były opracowania fizjograficzne – to było takie rozeznanie terenowe dla potrzeb planowania przestrzennego i rozwoju gospodarczego. Szacowało się jak głęboko zalegają wody, jaka jest zasobność, z jakich gruntów składa się dany obszar, jakie jest pokrycie terenu. Wszystko po to, by łatwiej było planować. Człowiek potrafił się dużo wtedy nauczyć – mówi Rotnicka.

Sam system nauki też był nieco inny. Oprócz ćwiczeń i wykładów popularne były też konwersatoria. – Odbywały się one na czwartym i piątym roku. Wyglądało to tak, że na początku semestru  profesor przydzielał jakieś tematy do opracowania. Student musiał rozpracować temat, poczytać literaturę. A było z tym ciężko. Profesora nie obchodziło czy znamy języki obce. Mieliśmy sobie jakoś radzić – jedni prosili o pomoc kolegów z jakiegoś kierunku językowego, inni nawet korzystali z usług tłumacza. W miarę dostępna była jedynie literatura rosyjska. Rosjanie żywcem tłumaczyli wszystkie prace naukowe anglojęzyczne i nie przestrzegali praw autorskich. Z perspektywy czasu dobrze oceniam ten typ zajęć. Konwersatoria uczyły sposobu syntetyzowania wiedzy, jasnego jej przekazywania, referowania i dyskutowania. Ten typ zajęć dobrze przygotowywał do pracy w szkole czy występów publicznych – uważa senator.

Czytaj także: Zygmunt Czubiński. Żegnała Go cała przyroda polska

Życie studenckie skupiało się w centrum miasta. - Nie byliśmy wyrzuceni do kampusu na obrzeżach, dzięki czemu studenci tworzyli widoczną warstwę społeczną w mieście. Teraz tego mi brakuje. Był klub „Odnowa”, były „Maski”. W „Słowianie” koło Okrąglaka studenci siedzieli i popijali wino. Kultury picia piwa wtedy nie było. W akademiku „Hanka” była wielka stołówka, jedyna studencka w mieście, gdzie spotykaliśmy się na obiadach. Do samego akademika portier nie wpuszczał poznaniaków, ale i tak wszyscy jakoś wchodzili i sypiali „na waleta” – śmieje się Rotnicka.

Gdy studenci zaoczni z tego tablo zaczynali swoją przygodę z Uniwersytetem - ona zaczynała karierę naukową.

- Najpierw przez trzy miesiące pracowałam na zastępstwie w szkole podstawowej nr 48 przy ulicy Winklera w Poznaniu. Uczyłam w trzeciej klasie wszystkiego: języka polskiego, gimnastyki, rachunków… W listopadzie 1966 r. już podjęłam prace na uczelni i zdobywałam kolejne stopnie naukowe - tłumaczy.

W 1975 r. doktoryzowała się uzyskując stopień doktora geografii fizycznej (specjalność – hydrologia). Czternaście lat później na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie uzyskała stopień doktora habilitowanego tej samej specjalności.

W 1990 roku, zaangażowała się w samorządzie - dostała się do rady miasta i – jak sama mówi – powoli zaczęła tracić bardzo ścisły kontakt z Uniwersytetem.

- W międzyczasie z inspiracji profesor Ozgi-Zielińskiej przez 10 lat brałam udział w szkołach hydrologicznych w Jabłonnie pod Warszawą. Integrowała ona środowiska zajmujące się hydrologią – z uniwersytetów, politechnik i akademii rolniczych. Zaowocowało to pogłębieniem wiedzy hydrologicznej, która doprowadziła mnie do stopnia doktora habilitowanego. Potem normalną procedurą zostałam profesorem uczelnianym – wyjaśnia.

Jadwiga Rotnicka w 2007 r. przeszła na emeryturę, choć cały czas pracowała na UAM. Od tego czasu związała się z polityką państwową. Do dziś jest senatorem z ramienia Platformy Obywatelskiej.

Życie Wydział Nauk Geograficznych i Geologicznych