Wszechnica Piastowska cudem wytrwałości

Fotografia w nagłówku
Prof. Michał Musielak/ fot Adrian Wykrota
Prof. Michał Musielak/ fot Adrian Wykrota

Zapraszamy do rozmowy z pierwszym rektorem Uniwersytetu Poznańskiego inspirowanej autentycznymi wypowiedziami Heliodora Święcickiego, pochodzącymi z listów, przemówień czy wypowiedzi zanotowanych przez współpracowników. Na pytania szukał odpowiedzi biograf rektora, profesor Michał Musielak

 

Michał Musielak: Magnificencjo Rektorze, jakie motywy skłoniły Pana do działań na rzecz utworzenia w Poznaniu uniwersytetu?

Heliodor Święcicki: Już podczas studiów lekarskich we Wrocławiu, w latach 1873 – 1877, działając w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim szerzej zetknąłem się z myślą i czynami dr. Karola Marcinkowskiego, który ujął mnie nie tylko swoja spolegliwością, dobroczynnością i altruizmem wobec osób potrzebujących pomocy, ale również działaniami na rzecz wspierania edukacji młodzieży polskiej w Wielkim Księstwie Poznańskim. Już przewodnicząc w latach 1890-1913 komitetowi poznańskiemu Towarzystwa Naukowej Pomocy, stworzonego przez dr. Marcinkowskiego, widziałem ile wysiłku i pieniędzy potrzeba na wspieranie studiów polskiej młodzieży wyjeżdżającej kształcić się w uniwersytetach niemieckich. Wówczas pomyślałem, że najlepiej było by stworzyć wyższą uczelnie w Poznaniu. Pamiętałem, iż w mieście nad Wartą istniała  od XVI wieku szkoła o charakterze akademickim,  stworzona przez biskupa Jana Lubrańskiego, jednak nie zdołała przekształcić się w uniwersytet. Wraz z utratą niepodległości w końcu XVIII wieku podejmowano wielokrotnie inicjatywy utworzenia uniwersytetu w Poznaniu, m. in. przez naszych filozofów Augusta Cieszkowskiego i Karola Libelta, jednak zawsze były sabotowane przez władze pruskie.

MM: Istniało przecież utworzone w 1857 r. Towarzystwo Przyjaciół Nauk, w którego działalność zaangażował się Pan po przybyciu do Poznania w 1878 r.

H. Ś: Tak, to jest bardzo ważna placówka dla Polaków zajmujących się nauką w Wielkim Księstwie Poznańskim. Również dla mnie osobiście to było miejsce, w którym mogłem przez wiele lat przedstawiać wyniki swoich badań oraz prezentować trudne przypadki z praktyki lekarskiej na spotkaniach członków Wydziału Przyrodniczego oraz Wydziału Lekarskiego. Niestety Towarzystwo z powodu polityki władz pruskich nie mogło podejmować szerszych działań na rzecz edukacji społeczeństwa polskiego. Dopiero  w przededniu wybuchu Wielkiej Wojny powołano tajne Towarzystwo Wykładów Naukowych, które organizowało nie tylko w Poznaniu wykłady adresowane do szerszej publiczności.

MM: Czy był to początek tworzenia Uniwersytetu Poznańskiego?

H. Ś: Trudno powiedzieć. Tak uważa mój współpracownik prof. Józef Kostrzewski. W istocie dopiero w styczniu 1918 r., gdy wykłady naukowe zmieniły się w systematyczne dwuletnie kursy dla grupy słuchaczy zwyczajnych i nadzwyczajnych można mówić o zajęciach o charakterze akademickim, tym bardziej, że prowadzili je uczeni tej miary, co dr Michał Sobeski, ks. Dr Szczęsny Dettloff, dr Ludwika Dobrzyńska-Rybicka czy dr Józef Łęgowski, Dodam, że większość z wykładowców Towarzystwa Wykładów Naukowych stała się niebawem pracownikami naszej Wszechnicy Piastowskiej.

 MM: Magnificencjo Rektorze, w jakim momencie zaczął Pan konkretnie myśleć o działaniach na rzecz utworzenia w mieście nad Wartą Uniwersytetu?

H. Ś: Moi Koledzy z PTPN i ja marzyliśmy o zbudowaniu w Poznaniu uniwersytetu od dawna. Pierwszym krokiem miało być zreformowanie Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Po objęciu przeze mnie w 1915 r. funkcji prezesa podjąłem zamiar, by przekształcić PTPN z instytucji gromadzącej pamiątki kultury narodowej w Towarzystwo grupujące polskich uczonych z Wielkiego Księstwa Poznańskiego, celem głoszenia wykładów dla grona zainteresowanych słuchaczy  oraz prowadzenia badań naukowych. Sytuacja wojenna na frontach jednak nie pozwalała mieć nadziei na odrodzenie się  Polski. Dopiero na przełomie 1917 i 1918 roku pojawiły się symptomy znużenia Niemców prowadzoną wojną. Wówczas zaczęliśmy intensywnie dyskutować, co my poznańscy uczeni możemy dla kultury i nauki polskiej zrobić. Mieliśmy trochę czasu na zbudowanie koncepcji przyszłej uczelni, chociaż w pewnym momencie historia przyspieszyła i trzeba było podejmować konkretne decyzje.

MM: Czy taką decyzją było powołanie 11 listopada 1918 r. Komisji Organizacyjnej Uniwersytetu Polskiego w Poznaniu?

H. Ś: Oczywiście tak. Wprawdzie data zbiegała się z decyzją o podpisaniu w tym samym dniu rozejmu Niemiec z państwami ententy, a także przekazaniem władzy przez Radę Regencyjną Józefowi Piłsudskiemu w Warszawie, jednak już jesienią 1918 r. było widać, iż Cesarstwo chyli się ku upadkowi. Powołując Komisję Organizacyjną zamanifestowaliśmy wobec społeczeństwa chęć i wolę utworzenia w Poznaniu wyższej uczelni o charakterze akademickim.

MM: Na czyje wsparcie  przy tworzeniu Wszechnicy Piastowskiej Pan i Komisja Organizacyjna liczyliście?

H. Ś: Nie tylko liczyliśmy ale odczuwaliśmy ogromne wsparcie mieszkańców Poznania i Wielkopolski, w tym także młodzieży, która pragnęła podjąć studia na polskiej uczelni. Również Naczelna Rada Ludowa, która sprawowała realną władzę  na terenie Wielkopolski wsparła działalność Komisji Uniwersyteckiej. Tacy działacze, jak ks. kanonik Stanisław Łukomski, kierujący w Komisariacie NRL Wydziałem Oświaty, dalej Adam Poszwiński, członek Komisariatu NRL, wreszcie Jarogniew Drwęski, nadburmistrz Poznania -  wszyscy oni poparli nasze zabiegi o uniwersytet.

 MM: Uniwersytet w Poznaniu został zbudowany od podstaw, czy miał Pan Rektor wcześniej jakąś koncepcję czy wizję poznańskiej Uczelni?

H. Ś: Jako student, a potem stażysta najlepiej poznałem system uniwersytecki w Niemczech. To co wyróżnia uniwersytety niemieckie wśród innych to wyeksponowanie idei wolności akademickiej, tak w sferze działalności edukacyjnej, jak i prowadzenia badań. A więc profesor uniwersytetu pełni podwójną rolę – nauczyciela i badacza; jako nauczyciel przekazuje wiedzę z zakresu uprawianej dziedziny studentom, z kolei jako badacz profesor ma obowiązek prowadzenia eksperymentów i analiz. Owa „jedność badania i nauczania” odbywa się w ramach wydziałów. Od samego początku nie wyobrażałem sobie Uniwersytetu w Poznaniu bez czterech klasycznych wydziałów - filozoficznego, prawnego, lekarskiego i teologicznego. Ponadto w trakcie zabiegów o uruchomienie Uniwersytetu pojawiła się idea erygowania kolejnych fakultetów, przede wszystkim rolniczo-leśnego, farmaceutycznego, a nawet politechnicznego. Niestety koncepcja tego ostatniego nie znalazła uznania w oczach kolegów profesorów z Wydziału Filozoficznego.

MM: Panie Rektorze, termin inauguracji 7 maja 1919 r. nie był przypadkowy, jakie motywy zadecydowały o wyborze tego właśnie dnia, a także jakie to było uczucie inaugurować działanie Wszechnicy Piastowskiej?

H. Ś: To był wspaniały moment, jeden z najpiękniejszych w moim życiu. O wyborze dnia inauguracji zadecydowaliśmy już na pierwszym posiedzeniu Komisji Organizacyjnej w dniu 11 listopada 1919 r. Pragnieniem naszym było połączyć otwarcie Wszechnicy z obchodami czterystulecia powstania Akademii Lubrańskiego. Uroczysta msza św. w katedrze poznańskiej, entuzjazm mieszkańców miasta podczas przemarszu profesorów i studentów z katedry na Ostrowie Tumskim do Collegium Maius w byłym zamku cesarskim, wreszcie sama inauguracja w miejscu, którego przeznaczeniem było sianie nienawiści - to powodowało w moim sercu radość, a zarazem dumę z dokonanego dzieła. Także przemowy znamienitych gości wywoływały uczucie satysfakcji, szczególnie gdy prof. Kazimierz Morawski, prezes Polskiej Akademii Umiejętności i delegat Uniwersytetu Jagiellońskiego uznał powstanie Wszechnicy Piastowskiej za cud Boga i cud naszej wytrwałości. Inauguracja 7 maja zamykała pierwszy etap tworzenia Uniwersytetu w Poznaniu, po tym nastąpiła ciężka praca organizacyjna, bowiem zadań, które przed nami stanęły było wiele.

 

MM: Jakie były najważniejsze wyzwania, przed którymi stanęła kierowana przez Pana Rektora Komisja Uniwersytecka?

H. Ś: Było wiele problemów, jednak najważniejsze na początku były -  pozyskanie odpowiednich kandydatów na stanowiska profesorskie w nowo powołanych katedrach, poprawa sytuacji lokalowej Wszechnicy Piastowskiej, wreszcie uruchomienie wydziału lekarskiego i wydziału teologicznego. W związku z tym, że w tym samym czasie uruchamiano uniwersytety w Warszawie i w Wilnie a liczba kandydatów w ośrodku krakowskim i lwowskim była ograniczona pozyskanie profesorów z dorobkiem było bardzo trudne. W tej sytuacji postawiliśmy zaprosić do Poznania młodych docentów z Uniwersytetu Jagiellońskiego i z Uniwersytetu Jana Kazimierza oraz uczonych polskich pracujących na uczelniach zagranicznych. To była bardzo trafna koncepcja, bowiem w roku akademickim 1921/1922 prawie 90% profesorów naszego Uniwersytetu to byli uczeni w wieku między 30 a 50 lat, bardzo utalentowani, którzy nie mieli większych szans na  awans w Krakowie czy we Lwowie. Także powiódł się pomysł z zaproszeniem do naszego miasta uczonych pracujących za granicą. Starczy, że przypomnę takich wybitnych naukowców, jak prof. Florian Znaniecki, socjolog, który przybył  do Poznania z Chicago, prof. Konstanty Hrynakowski, chemik farmaceuta ze Sztokholmu, czy  profesorowie Antoni Jurasz, laryngolog z Heidelbergu i jego syn Antoni Tomasz Jurasz, chirurg, który z kolei przyjechał z Frankfurtu. Oczywiście dużym problemem było sprawy lokalowe.

MM: To intrygujące Panie Rektorze, że mimo różnych kłopotów Uniwersytet pozyskał w krótkim czasie tyle wspaniałych budynków. Czy to  było trudne?

H. Ś: To była ciężka walka. Udało się te wszystkie gmachy uzyskać dzięki poparciu magistratu poznańskiego, Ministerstwa byłej Dzielnicy Pruskiej, wojska, a także przychylności władz w Warszawie. Trzeba pamiętać, że na razie  Collegium Minus, czyli gmach dawnej pruskiej Akademii Królewskiej, Collegium Maius, czyli część byłego zamku Wilhelma II, Collegium Medicum, czyli były gmach Komisji Kolonizacyjnej, Klinika Oczna, czyli dawne mieszkanie służbowe prezesa Komisji Kolonizacyjnej , wreszcie Instytut Mikrobiologii Lekarskiej, czyli dawny pruski Instytut Higieniczny to w części są nieruchomości należące do skarbu państwa. Chociaż udało się zakupić w marcu 1921 r. na potrzeby Wydziału Lekarskiego dawny Zakład Opieki Garczyńskiego przy ul. Górna Wilda, gdzie planujemy  budowę kampusu medycznego; w tym samym roku za uzyskane fundusze i kredyty rozpoczęliśmy budowę nowych gmachów dla potrzeb  anatomii oraz chemii na działce przy ul Grunwaldzkiej. Wszystkie pozyskane do tej pory budynki niestety nie zaspokajają potrzeb rozwijającego się Uniwersytetu.

MM: W 1919 r. utworzono trzy wydziały - jako pierwszy Wydział Filozoficzny, następnie Wydział Prawa, wreszcie Wydział Rolniczo-Leśny. Dopiero w lipcu 1920 r. uruchomiono Wydział Lekarski. Co stało na przeszkodzie Panie Rektorze, by wcześniej uruchomić w Poznaniu fakultet medyczny?

H. Ś: Podstawową przeszkodą był brak profesorów dla obsadzenia zakładów teoretycznych oraz brak możliwości nauczania przedmiotów klinicznych w szpitalach. Próba przejęcia przez Uniwersytet nie tak dawno zbudowanego szpitala Diakonisek niestety się nie powiodła. Możliwości prowadzenia zajęć w szpitalach poznańskich dopiero się otwierały. W tej sytuacji mężem opatrznościowym okazał się mój dawny znajomy prof. Adama Wrzosek, który piastował od końca 1918 r. stanowisko szefa sekcji nauki i szkół akademickich w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie. Po negocjacjach zgodził się objąć funkcję organizatora i pierwszego dziekana Wydziału Lekarskiego. Dzięki jego znajomościom oraz talentom udało się otworzyć jesienią 1920 r. fakultet medyczny,  zaś do dzisiaj powołać i obsadzić 19 katedr i zakładów oraz 12 klinik.

MM: A co Panie Rektorze z Wydziałem Teologicznym?

H. Ś: No cóż, mimo moich zabiegów i uzyskania od odpowiedniej kongregacji w Watykanie zezwolenia  na otwarcie teologii w Poznaniu - przygotowania się ślimaczą. Obiecał mi ks. Arcybiskup Edmund Dalbor, że  z powodu braku odpowiedniego składu profesorów otwarcie Wydziału należy przesunąć na jesień tego roku. Liczę, że to się powiedzie.

MM: Z kolei mimo początkowych problemów udało się władzom Uniwersytetu otworzyć Wydział Rolniczo-Leśny.

H. Ś: Przełomowe znaczenie miało tutaj posiedzenie Komisji Uniwersyteckiej w sierpniu 1919 r., z udziałem prezydenta miasta Jarogniewa Drwęskiego, wojewody Witolda Celichowskiego oraz dyrektora Urzędu Osadniczego, na którym powzięto decyzję o przekazaniu na potrzeby Uniwersytetu folwarku Sołacz. To był krok we właściwym kierunku. Właśnie na Sołaczu rozwija się pod kierunkiem dziekana prof. Bronisława Niklewskiego znakomita baz naukowo-dydaktyczna  na potrzeby studiów rolniczych. Niebawem zostanie otwarty tam budynek dla potrzeb Katedry Chemii Ogólnej.

MM:  Uniwersytet to nie tylko budynki, ale przede wszystkim profesorowie i studenci. Jak w naszym mieście odnajdują się akademicy przybyli z tak różnych rejonów kraju?

H. Ś: Jak wiadomo prawie 70% profesorów naszej Wszechnicy pochodzi z byłego zaboru austriackiego i rosyjskiego. Przyjeżdżając do Poznania nie wielu z nich zdawało sobie sprawę z tego jak specyficzne pod względem mentalnym jest społeczeństwo Wielkopolski. Zauważyłem, że wielu z naszych uczonych, pochodzących z Galicji czuje się w mieście nad Wartą nie najlepiej. Powoduje to niekiedy konflikty i animozje. Chcąc je rozładować  wróciłem do idei sprzed lat, kiedy to jeszcze za życia mojej żony Heleny organizowaliśmy w Pałacu Działyńskich literackie wieczory czwartkowe. Od pewnego czasu, co dwa tygodnie, zapraszam do Pałacu Działyńskich przedstawicieli grona profesorskiego, także reprezentantów docentów, asystentów i zawsze dwoje studentów, a także wybrane osoby z grona poznańskiej socjety, gdzie przy ciasteczkach i herbatce dyskutujemy nad tezami wygłoszonymi przez zaproszonego referenta. Nie tak dawno na kolejnym spotkaniu prof. Znaniecki przedstawił referat na temat rozkładu rodziny w społeczeństwach nowożytnych. Dość szybko dyskusja przeniosła się na stosunki panujące w naszym kraju. Dostrzegłem, że owe spotkania pozwalają kruszyć lody między społecznością akademicką a mieszkańcami naszego miasta, chociaż zdaję sobie sprawę, iż musi upłynąć wiele wody w Warcie, by nastąpiła integracja.

MM: A co ze studentami? Wiadomo, że studenci uwielbiają Pana Rektora.

H. Ś: Podstawową misją Uniwersytetu jest kształcenie młodzieży akademickiej. Zwracając się do młodzieży podczas inauguracji 7 maja 1919 r., stwierdziłem, że celem edukacji uniwersyteckiej jest nie tylko wykształcić się naukowo, ale również pod względem patriotycznym, na dobrych obywateli kraju, by dobrze służyć Ojczyźnie. Należy pamiętać, że nasi studenci wyrośli w niewoli, podejmując więc studia uniwersyteckie staną się nie tylko dzielnymi zawodowcami, ale nauczą się oddychać wolnością. Ta myśl jest nie tylko mnie bliska, świadczy o tym tętniąca życiem Wszechnica Piastowska. Do Poznania  na studia przybyło wielu młodych ludzi chcących studiować bądź kontynuować naukę rozpoczętą jeszcze przed wojną w uniwersytetach niemieckich. Niezadługo dojdziemy do liczby trzech tysięcy studentów. Niestety wielu z nich nie stać na pokrycie kosztów utrzymania, stąd czynię wiele zabiegów wspierających działania samopomocowe Bratniej Pomocy. Powołałem także Kuratorium Opieki nad Młodzieżą Akademicką, która już w 1920 r. utworzyła kuchnię akademicką. Dla potrzeb rekreacyjnych studentów poprosiłem prof. Wrzoska, by rozpatrzył się w sprawie zakupu działek w rybackiej wiosce Dębki nad polskim morzem, gdzie zbudujemy akademicką bazę letniskową. Także udało się pozyskać trzy nieruchomości z przeznaczeniem na domy studenckie - przy ul. Dąbrowskiego 5, przy św. Marcinie 40, wreszcie przy ul. Słowackiego 20. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to wszystko nie wystarcza, myślę więc o założeniu fundacji pod nazwą „Nauka i Praca”, która będzie miała na celu wspieranie potrzeb studentów i środowiska akademickiego.

MM: Posługuje się Pan Rektor czasami terminem Wszechnica Piastowska, mimo że  Senat uchwałą w dniu 24 czerwca 1920 r. nadał uczelni  nazwę Uniwersytet Poznański, dlaczego?

H. Ś: Czynię to z sentymentu i z przyzwyczajenia. Przyznaję, że byłem jednym z nielicznych, który bronił nazwy Wszechnica Piastowska, nadanej 10 maja 1920 r. przez Komisariat Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu. Uważam, że tak jak Uniwersytet w Krakowie z dumą posługuje się nazwą Wszechnica Jagiellońska, czcząc w ten sposób zasługi Jagiellonów dla Polski, tak uczelnia poznańska powinna symbolicznie nawiązywać do dynastii, która na terenie Wielkopolski stworzyła Państwo Polskie. Ta argumentacja nie spotkała się jednak z poparciem. Wiem, że mój współpracownik w dziele tworzenia Wszechnicy Piastowskiej, prof. Józef Kostrzewski, archeolog, nieco złośliwie pyta, a jakie są dowody na to, że „zasłużona dynastia Piastów krzątała się wokół założenia wyższej uczelni w Poznaniu”. Oczywiście był inny motyw zmiany nazwy uczelni, bardziej natury prestiżowej. Członkowie Senatu uznali, że brak w nazwie słowa uniwersytet obniża rangę uczelni, a także ogranicza pełnię praw przysługujących uczelniom państwowym.

MM: Panie Rektorze, na koniec naszego spotkania proszę o opinię, jakie wydarzenia a także osiągnięcia uważa Pan z perspektywy czterech lat istnienia Uniwersytetu Poznańskiego za najważniejsze, a także - jakie zadania są dla władz Uczelni priorytetowe w najbliższych latach?

H. Ś: W ostatnim czasie nie czuję się najlepiej, zdrowie mi szwankuje,  mam więc trochę czasu na refleksje nad moim życiem, ale także nad Uniwersytetem. Za najważniejsze osiągnięcie Uniwersytetu pod moim kierownictwem uważam jego szybki rozwój materialno-kadrowy oraz unormowanie sytuacji prawno-administracyjnej. Udało się pokonać wiele przeszkód i sprowadzić do Poznania doskonałą kadrę młodych zdolnych profesorów. Starczy powiedzieć, że dzisiaj na Uniwersytecie jest zatrudnionych 89 czynnych profesorów, reprezentujących różne dziedziny wiedzy. Wielu z nich dopiero w Poznaniu uzyskało możliwość rozwinięcia skrzydeł. To w naszej Uczelni powstały jako pierwsze w Polsce takie jednostki, jak Instytut Zachodnio-Słowiański, Instytut Socjologii, Studium Farmaceutyczne, Katedra Wychowania Fizycznego, Zakład Fizyki Medycznej, czy Klinika Ortopedyczna. Również na zewnątrz, w otoczeniu społecznym, mimo "smarkatego wieku" zyskujemy uznanie, czego wyrazem jest przyjęcie zaszczytnego tytułu doktora honorowego naszej Uczelni przez tak znamienite osoby, jak Pani Maria Skłodowska-Curie, Pan Roman Dmowski, a także marszałek Francji Ferdynand Foch. Oczywiście planów mam wiele, na pierwszym miejscu jednak pozyskiwanie funduszy na dalszą  rozbudowę lokalową Uniwersytetu, który cierpi na brak ubikacji laboratoryjnych i sal wykładowych. Myślę, że najbliższe tygodnie poświęcę na odpoczynek, chciałbym sobie gdzie wypocząć. Cieszę się na wakacje, jak dziecko szkolne.

Czytaj też: Strzeżmy się szarzyzny życia

 

Sto lat UAM Ogólnouniwersyteckie