Prof. Tadeusz Cyprian. Toga i obiektyw

Fotografia w nagłówku
 Prof. Tadeusz Cyprian, oczywiście z aparatem fotograficznym. W Poznaniu zadebiutował na wystawie fotograficznej, tu założył grupę artystyczną „Trójlistek”. Jego imię nosi Kolski Klub Fotograficzny, a fundacja proFotografia ma wydać w przyszłym roku jego dzienniki z niewoli włoskiej wraz z unikatowymi zdjęciami, które się z tamtego okresu zachowały.
Prof. Tadeusz Cyprian, oczywiście z aparatem fotograficznym. W Poznaniu zadebiutował na wystawie fotograficznej, tu założył grupę artystyczną „Trójlistek”. Jego imię nosi Kolski Klub Fotograficzny, a fundacja proFotografia ma wydać w przyszłym roku jego dzienniki z niewoli włoskiej wraz z unikatowymi zdjęciami, które się z tamtego okresu zachowały.

Zetknął się z najstraszliwszymi zbrodniami, ale zachował wielką pogodę ducha. Był naukowcem, ale w świecie zasłynął ze swojego hobby. To prof. Tadeusz Cyprian, prawnik, związany z Poznaniem od 1925 roku, choć urodził się daleko, w Zabłotowie koło Śniatynia, w tytoniowym zagłębiu, gdzie jego ojciec był instruktorem upraw tytoniu, a dziadek, kamieniarz Cipriano, przywędrował z Włoch.

W szkole wykazywał „obyczaje chwalebne, pilność wytrwałą, porządek zewnętrzny wzorowy”. W lwowskim gimnazjum stopnie są początkowo gorsze, ale maturę zdaje z odznaczeniem. To czas namiętnego uprawiania sportu tudzież wolności, jakiej nie znają dzisiejsze nastolatki: wędrówki po górach, zaskoczenie przez powódź, noclegi w śniegu, fascynacja skautingiem jako szkołą przetrwania. Zapisuje się na studia z chemii, ale wybucha I wojna światowa. Trafia do niewoli we Włoszech. Jej ślad to sześć gęsto zapisanych zeszytów, a w nich głównie głód, pogoda, tęsknota, poczucie obcości wśród Czechów i Serbów( „chandra zupełna” i „Wiliją obchodziłem dziesięcioma orzechami”). Z niewoli ucieka, we Francji szkoli się jako „oficer foto”. Fotografia nie jest mu obca: już w niewoli włoskiej 20-latek pisze: zdjęć mam 900, każde z nich pamiętam i mam je żywo przed oczami – to osładza mu monotonię niewoli.

Młodość krakowska
Do wolnej Polski wraca z Francuzami, mając organizować polskie służby fotograficzne w lotnictwie. Wypadek samolotowy sprawia, że musi z tej kariery zrezygnować i pół roku leczy się w Krakowie. Z tych czasów pochodzi książeczka stanu służby oficerskiej, gdzie wyliczone jest m.in. co oficer powinien zakupić za dodatek na wyekwipowanie: m.in. „szablę (sztylet) z temblakiem, rękawiczki bronzowe, rewolwer w futerale, busolę”.
Rozpoczyna studia na UJ ( ale już nie upragnioną chemię, bo jest za droga) tylko prawo i równolegle Akademię Handlową, jednocześnie dorabiając jako fotoreporter sportowy. Będzie dorabiał tak jeszcze w początkach kariery sędziowskiej.

Dojrzałość poznańska
W 1925 roku złożył podanie o posadę sędziego w Poznaniu. „W owych czasach Poznańskie dla „galileuszy” było czymś równie dalekim jak Ziemie Zachodnie w latach 1945-48 – pisze – Był to kraj dużych możliwości, ale trudny i obcy, a galicjak z Kongresówy był traktowany nieufnie i niezbyt chętnie widziany. Uczciwa prostolinijność poznaniaków zbyt silnie kontrastowała z giętką inkompetencją nowej „administracji” (przybyszów). Wybrał Poznań, by nie musieć zajmować się hipoteką i sporami górali o grunty na oferowanych posadach. W czerwcu ożenił się z Janiną Gabryel i udał w beztroską  miesięczną podróż do Włoch (wystarczyło na to wówczas zaledwie 100 dolarów…). Myślał, że ma kilka spokojnych miesięcy na przygotowanie się do pracy (jak to w Galicji), tymczasem poznaniacy wzywali go pilnie. Zaraz po przyjeździe zobaczył akta „stosami na podłodze do wysokości 1 m” i dowiedział się, że następnego dnia ma kilkadziesiąt(!) rozpraw. Niemal nie spał, usiłując się jakoś przygotować. Jako pierwszą wywołano sprawę o kradzież fretki. Przed bacznie obserwującymi go poznaniakami nie mógł przyznać się, że nie ma pojęcia, co to jest fretka: narzędzie? odzież? Świadkowie na pytania odpowiadają, że była brązowa i w dobrym stanie, co nie rozwiązuje zagadki. Wyrok trzeba wydać, nie znając przedmiotu kradzieży…Jeszcze zabawniejszy jest opis „najdziwniejszej katastrofy samochodowej”, gdy grupa eleganckich oficerów francuskich, jadąc do zaprzyjaźnionego dworu na uroczysty obiad zderzyła się z beczkowozem, z którego całe szambo wlało się do cadillaca, jadącego z otwartą przednią szybą.

Klęska wrześniowa
Żarty skończyły się w 1939 roku. „Klęska wrześniowa była uderzeniem straszliwym w swej bezwzględności – upojeni dopiero co odzyskaną niepodległością stanęliśmy nagle w obliczy zagłady biologicznej – pisze Cyprian. Przez Rumunię i Francję Tadeusz Cyprian dostaje się do Wielkiej Brytanii. Z tych czasów pochodzi seria kalendarzyków. Ten z 1939 roku dzieli się na część prawie pustą i drugą, gęsto zapisaną, od 1 września. Zapis obowiązkowo rozpoczyna się od stanu pogody. Potem różnie: jest i o pierwszej lekcji angielskiego 7 października 1939, o zakupie płaszcza u Burberry’s z wyrzutami sumienia; dopiero 4 sierpnia pojawia się „powstanie w Warszawie” i potem co dzień: „Warszawa walczy”. 30 sierpnia: „Rosjanie przeciw pomocy Warszawie - nawet tu nie mogą tego strawić”. I tak aż do 3 października, gdzie wielkimi drukowanymi literami zapisał WARSZAWA SIĘ PODDAŁA. Zaś 28 sierpnia 44 roku pisze tak: „W Lublinie komuna w pełni - chandra zupełna - czy zobaczę was i kraj?”

Wobec hitlerowców
W Anglii pracuje w Komisji ds. Klęski Wrześniowej i tylko stanowcza interwencja Bohdana Winiarskiego broni go przed postawieniem przed sądem za ujawnienie treści dokumentu „dwójki”. Po śmierci Sikorskiego spory i intrygi w kołach emigracji narastają. Tadeusz Cyprian pracuje wtedy w Komisji Narodów Zjednoczonych dla Spraw Zbrodni Wojennych. Po zakończeniu wojny kontaktuje się z Alfredem Fiderkiewiczem z ambasady londyńskiej i uzyskuje „błogosławieństwo” nowego rządu Polski na tę działalność. Emigracja nazywa go „prokuratorem w służbie bezpieki”. Jest członkiem 4-osobowej polskiej delegacji prokuratorów na proces norymberski. Oskarża także w polskich procesach Amona Götha, Alberta Forstera, Rudolfa Hössa. 

Jeszcze w 1972 roku alarmuje Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich, że Paul Boullay, mający kierować służbą porządkową olimpiady w Monachium jest Hauptsturmfȕhrerem SS, odpowiedzialnym za brutalne wysiedlenia w Wielkopolsce, a potem pracującym w Grecji. Za ironię losu uważa, że ma on strzec imprezy, której początek wyznacza zapalenie znicza ogniem przybyłym z Grecji. W spuściźnie znajduje się mnóstwo dokumentów, choćby mowa oskarżycielska w procesie Amona Götha, w której powołuje się na baśń o trumnach ustawianych przez upiora, chcącego dosięgnąć ukrytego na chórze śmiałka – tak zabici przez oprawcę więźniowie wstają jak widma na sali sądowej, by dosięgnąć oskarżonego. Wstrząsające dziś wrażenie robią też angielskie sprawozdania z wykonania wyroków śmierci na głównych oskarżonych w procesie norymberskim: oświetlenie sali egzekucji, skład ostatniego posiłku, ostatnie słowa…

Prawnik-fotograf
Długa jest lista publikacji Cypriana związanych z procesami o ludobójstwo, w tym „Prawo norymberskie” uznane wówczas za najobszerniejszą i najbardziej wyczerpującą pracę tego rodzaju na świecie. Ale interesowało go także mnóstwo innych problemów prawnych, związanych z eutanazją, narkomanią, zapłodnieniem pozaustrojowym, nienadążaniem prawa za technologią, ochroną środowiska, ruchem drogowym, przeszczepami – wszystko to, co dopiero dziś ukazuje w pełni swoje skomplikowane prawnie oblicze. I tak np. już 40 lat temu notuje: „wizja przyszłości: betonowe miasta, betonowe autostrady, betonowane plaże i drzewa w doniczkach”….Używa sformułowania „przestępcze zatruwanie środowiska”.
„Wracam nawet na ryzyko do kraju” – pisze w notesie z 1944 roku.

W Polsce jest m.in. prokuratorem Sądu Najwyższego, pracuje w ministerstwie sprawiedliwości. Robi habilitację na UMK, potem wykłada na UMCS, a w 1953 zostaje zaproszony do Katedry Prawa Karnego UAM, którą od 1957 roku kieruje aż do emerytury w 1968 roku. W „Samoocenie” bez daty, ale nazwa wskazuje lata 50., pisze, że w zakresie dydaktyki ma w planie „zerwanie z brakoróbstwem i przepuszczanie przez studia tylko tych, których studia naprawdę interesują oraz dopuszczenie poglądów nawet błędnych, by stanowiły cel uderzeń”.

Czytaj też: Prof. Witold Jakóbczyk. Wielkopolanin z Sosnowca

Pasją, która przyniosła mu międzynarodową sławę była fotografia. Fotografował namiętnie: Huculszczyznę, Lwów, niewolę włoską, Kraków, sport, bombardowanie Londynu, proces norymberski. Nagradzany na wystawach, także zagranicą aż po Japonię, znawca sprzętu i technik, autor ponad 20 wielokrotnie wznawianych książek o fotografowaniu. W spuściźnie zachowały się m.in. maleńkie szafirowe „klejnociki” – legitymacje brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Fotografików, wydawane co roku na nowo. A także żart: to samo ujęcie fotograficznego autoportretu z profilu, z coraz rzadszą czupryną aż do łysiny… Zmarł w 1979 roku.
 

 

Sto lat UAM Wydział Prawa i Administracji