Mistrza Wydry rozmowa ze Śmiercią

Fotografia w nagłówku
prof. Wydra z Viwaczkiem/autorka grafiki: Daria Mielcarzewicz
prof. Wydra z Viwaczkiem/autorka grafiki: Daria Mielcarzewicz

Średniowieczny utwór wzorowany na łacińskim Dialogus magistri Policarpi cum Morte z XIV wieku jest uważany za szczyt polskiej poezji średniowiecznej. Przed wojną jedyny znany rękopis pochodzący z ok. 1463 roku był przechowywany w Bibliotece Seminaryjnej w Płocku.

Dzieło spisane niestarannie, niekompletne (brakowało sporej części zakończenia), pełne usterek i nasycone mazowieckimi dialektyzmami, prawdopodobnie spisane z pamięci zaginęło podczas wojennej zawieruchy. Wydawało się, że możemy jedynie polegać na zaproponowanej przez Jana Łosia próbie rekonstrukcji zakończenia na podstawie przekładu staroruskiego. Niespodziewanie w Uniwersyteckiej Bibliotece w Erlangen, profesor Wydra odnalazł drukowany przekaz Rozmowy - najprawdziwszy biały kruk (lub raczej legendarny średniowieczny biały jednorożec), niezwykłe cymelium, o którym żadnemu mediewiście chyba nigdy nie przyszłoby nawet skrycie pomarzyć - określił naukowiec.

- Okoliczności odkrycia są niezwykle banalne i niebanalne zarazem - mówi profesor. - Żeby pani sobie nie wyobrażała, że to takie proste, że siadamy przed komputerem klikamy i znajdujemy. Trzeba być sprytnym, odpowiednio zadawać pytania.

 

Najpierw był kodeks bractwa pijackiego

Wszystko zaczęło się od czeskich Frantowych praw, kodeksu bractwa pijackiego, których 3-4 kartki zachowały się w Bibliotece Kapitulnej w Gnieźnie. Profesor pisząc wstęp do wydania tego skromnego objętościowo utworu natrafił w  internecie na katalog niemieckiej biblioteki, w której widniały całe Frantowe prawa! Okazało się, że w Erlangen zachowało się pełne polskie tłumaczenie utworu. Niesamowita historia - poznańscy naukowcy musieli czytać utwór po czesku, by wiedzieć o czym on jest, a teraz Czesi, którzy nie posiadają zakończenia przekładają odnalezione w Niemczech Frantowe prawa na swój język.

- Znalazłem Frantowe prawa i zacząłem grzebać dalej, bo zrozumiałem, że są one w klocku (czyli w zbiorze tekstów zarejestrowanych pod tą samą sygnaturą - red.). Jak dotarłem do tego, co się tam się znajduje – po prostu oniemiałem. 10 druków, z czego 8 nieznanych. Zadziwiające!

Klocek z Erlangen już zyskał miano złotego. Staropolskie teksty zostały wydane przez znanego krakowskiego drukarza Macieja Szarfenberga w XVI wieku. Wśród nich znajdują się takie perełki, jak utwór z melodią wielogłosową - bezcenny dla muzykologów i prawdziwa sensacja - być może nieznany tekst samego Mikołaja Reja! To rozmowa ze śmiercią, której bohaterami są Szwiec, Slosarz, Piekarz i Szynkarz. W spisie książek Szarfenberga sporządzonym po jego śmierci pojawia się hasłowy zapis – „śmierć z szewcem”. Nie podano autora, ale Aleksander Brükner przypisuje druk Rejowi. Prof. Wydra ma wątpliwości, bo rytm wiersza nie pasuje do tego autora. Jak jest w rzeczywistości rozstrzygnie prof. Katarzyna Meller, znawczyni twórczości poety z Nagłowic, która bada tekst.

Oczywiście w złotym klocku jest również Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią.

 

Poczułem się jak mistrz

 

- Powiem pani uczciwie, co poczułem i co nadal czuję. Pamięta pani genialny film Milosa Formana “Amadeusz”? Przepraszam, że śmiem się porównywać z Mozartem, ale chodzi o sytuację. W końcówce przychodzi wysłany przez Salieriego człowiek ubrany na czarno i zamawia Requiem. Mozart pracuje cały czas i umiera. Ja tego Polikarpa też tak odebrałem. Znalazłem wiele tekstów w życiu, ale dlaczego mając tyle lat znalazłem akurat Rozmowę Mistrza Polikarpa ze Śmiercią? Przepraszam Polikarpa - poczułem się jak mistrz, że to jest moje spotkanie ze śmiercią. Byłem w szoku. Gdybym go znalazł, gdy miałem 40 lat to bym się cieszył, ale mając 71 już nie. Dlaczego nie znalazłem druku nieznanych pieśni miłosnych? To tajemnica niebios, że ktoś przysyła mi ten tekst. To wrażenie mnie nie opuszcza.

 

Śmierci z Mistrzem dwojakie gadania, książki wyborne ku polepszeniu żywota ludzkiego użyteczne, w ktorych ukazuje srogości i gorzkość jej. Teraz nowo nieco przydano wydane w 1542 roku zawiera dwa „zmieszane” ze sobą utwory – Rozmowę oraz nieznaną inną opowieść o śmierci. Druk liczy 196 wersów i jest o połowę dłuższy od płockiego rękopisu. Dlaczego? Domniemany redaktor w sprytny sposób wplótł do Rozmowy inny tekst. Jest taki moment, gdy Mistrz pyta Śmierć, czy naprawdę nikomu nie odpuści. Odpowiada – absolutnie nikomu, wszyscy idą pod kosę, ale mówi też, że kiedyś była w pewien sposób spokrewniona z pewnym Kmotrem i nie wypadało jej go zabić. Odtąd toczy się nowa historia rozgrywająca się w okolicach Zawichostu i Pokrzywnicy.

 

Zobacz: Niesamowite odkrycie prof. Wiesława Wydry

 

Jak to chłop udawał cielę

- To niesamowita opowieść, ciekawsza niż kryminały. Śmierć jedzie wozem i nagle w swojej głupocie wpada w błoto, nie może dalej jechać, przeżywa katusze. Nagle idzie chłop i pyta – co ty tu robisz? Orientuje się, że to Śmierć i wpada na genialną myśl. Pomaga jej wyjechać w zamian proponuje, by została matką chrzestną jego dziecka. Śmierć się zgadza i na przyjęciu tańczy z zapałem, rżnie kosą tańczących, tak się rozzuchwala, że kładzie pokotem wszystkich. Chłop ją uspokaja i mówi: – Słuchaj, teraz jak jesteśmy spokrewnieni mam nadzieję, że będę żyć wiecznie. Śmierć obiecuje, że przyjdzie po niego, jak najpóźniej, kiedy będzie miał trzecią nogę czyli laskę. I tu dopiero następuje scena! Kmotr czuje, że jest starcem i Śmierć może po niego przyjść w każdej chwili - goli się, ubiera w nędzne szaty, każe parobkowi przywiązać się do kołka, wśród cieląt i jagniąt, nawet beczy jak jagnię. Gdy Śmierć go dopada mówi coś, co do niego nie pasuje - że teraz wie, jak żyć bogobojnie, już nie będzie ubierał się w bogate szaty, troszczył się o wykwintne życie. I to jest właśnie zakończenie Rozmowy – mówi to Mistrz, który po spotkaniu Śmierci w kościele żyje zupełnie inaczej.

Dalej następuje obszerny, oryginalny fragment, opowiadający o pannach prowadzących cny żywot.

 

Polikarpa czytała cała Polska

Tytuł Dwojakie gadania oznacza podwójne – w opowieści pojawiają się dwaj bohaterowie, zarówno Mistrz, jak i Kmotr. Dowiadujemy się też, że Rozmowa była niezwykle popularna, z czego wcześniej nie zdawano sobie sprawy. W wielu miejscach wersja z Erlangen jest wierna płockiemu rękopisowi, ale też pojawiają się nowe wersy, a inne są pomijane. Świadczy to, że pieśń krążyła po Polsce w wielu odpisach. Gdyby nie cieszyła się popularnością Szarfenbergowi nie opłacałoby się jej drukować. Choć motyw spotkania ze śmiercią od wieków występował w europejskiej literaturze, to historia Kmotra nigdzie do tej pory się nie pojawiła. Czy ktoś skrzyżował dwa utwory, a może dopisał nowy tekst od siebie?

Wiele wskazuje, że był to Rej – pasuje do niego motyw tańczącej śmierci, poeta miał też charakterystyczny język, który przypomina styl Dwojakich gadań. Prof. Wydra powołuje się na dwa autorytety - Brüknera, który pisał, że poeta wsłuchiwał się w Rozmowę od dziecka i Juliana Krzyżanowskiego, który wykazał kilkanaście analogii między dialogiem a Kupcem Reja.

Dwojakie gadania to utwór niezwykły i trudny do wydania. Znajduje się w nim kilkanaście słów, których nie notuje słownik polszczyzny z XVI wieku. Historycy języka będą je badać przez dobrych kilka lat. Tekst poprzedzony naukowym wstępem ukaże się w listopadzie nakładem Wydawnictwa Poznańskie Studia Polonistyczne. Prof. Wydra zadedykował publikację sobie.

Rozmowy Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej