Wersja kontrastowa

Niepokój o RPO

Prof. Zdzisław Kędzia

 Niepokój o przyszłość instytucji nie jest czymś niezwykłym, kiedy kończy urzędowanie ktoś, kto jak profesor Adam Bodnar cieszy się zasłużonym autorytetem; kto dzięki swojej wiedzy, postawie i umiejętnościom, a także bezkompromisowemu oddaniu prawom człowieka, praworządności i demokracji jest szeroko uznawany za „obrońcę ludu”, żeby posłużyć się nazwą dla instytucji ombudsmana używaną np. w Hiszpanii i Austrii.  Dziś ten niepokój wzmagają także okoliczności towarzyszące zakończeniu sprawowania przez niego funkcji. 

 

5 lat kadencji prof. Bodnara upłynęło w dniu 9 września ub. r. Wybrany został z inicjatywy organizacji pozarządowych, podjętej przez ówczesną większość parlamentarną.  Tym razem prawie 1200 takich organizacji poparło kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz, doświadczonej prawniczki, Koordynatorki ds. Strategicznych Postępowań Sądowych w Biurze RPO. Trzykrotnie, w październiku, listopadzie i styczniu Zjednoczona Prawica odrzuciła w Sejmie jej kandydaturę, zgłaszając własnego kandydata dopiero w końcu grudnia. 21 stycznia br. Sejm głosami większości rządowej wybrał jako Rzecznika posła PIS i wiceministra MSZ Piotra Wawrzyka, a gdy nie uzyskał on poparcia Senatu - posła PiS Bartłomieja Wróblewskiego, którego spotkał taki sam los. W obu przypadkach chodziło o powołanie aktywnych polityków, a w Senacie przeważyło przekonanie, że zaangażowanie polityczne zagraża niezależności kandydata.  

 

Posłowie większości rządowej złożyli już z początkiem października wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją przepisu ustawy o RPO, który przewiduje, że Rzecznik pełni obowiązki do czasu objęcia stanowiska przez następcę. Widoczna była intencja uniemożliwienia niewygodnemu dla władz prof. Bodnarowi kontynuowania jego mandatu. Trzeba podkreślić, że rozwiązanie to, mające odpowiedniki w rozmaitych instytucjach krajowych i międzynarodowych (np. w NIK, NBP, RPD czy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka), nie było kwestionowane przez 30 lat. Ma zapewnić, że funkcje RPO będą zawsze sprawowane przez osobę wyłonioną w konstytucyjnym trybie, gwarantującym jej niezależność. Wydaje się, że tego Trybunał kierowany przez Julię Przyłębską nie wziął pod uwagę i stwierdził po myśli większości rządowej, niezgodność tego rozwiązania z ustawą zasadniczą.  

 

Jeśli nie dojdzie do jednolitego stanowiska obu izb, po 15 lipca, a więc kiedy wyrok TK wejdzie w życie, obywatele nie będą mieli Rzecznika ich praw, którego pełnomocnictwa opierałyby się na Konstytucji. Dochodzące z kręgów większości parlamentarnej słuchy o zastosowaniu ustawowej protezy pozwalającej na powołanie przez Sejm osoby pełniącej obowiązki RPO sugerują wybranie drogi sprzecznej z ustawą zasadniczą.  

 

Profesor Bodnar pozostawia urząd mocno zakotwiczony na mapie ochrony praw człowieka nie tylko w Polsce, lecz także we współpracy międzynarodowej. Dowodzi tego też jego sprawozdanie za 2020 r. Powiedzieć o 700- stronnicowym opracowaniu, że cechuje je zwięzłość, jest zabiegiem ryzykownym, ale w tym przypadku całkowicie uzasadnionym. Czytelnik ma przed sobą syntetyczną analizę problemów, na które napotyka w Polsce realizacja praw i wolności jako instytucji konstytucyjnej oraz każdego z praw jednostki. Otrzymuje też wartościowe dane dotyczące działalności Rzecznika.  

 

W państwie demokratycznym rządzący, którzy kierują się dobrem rządzonych, powinni być za taki materiał wdzięczni. Sprawozdanie RPO zawiera bowiem diagnozę stanu praw opartą na szczególnym w swej autentyczności źródle, jakim są sprawy tych, którzy są pokrzywdzeni. Dotyczy czasu pandemii koronawirusa, kiedy liczba związanych z nią zgonów sytuowała Polskę w światowej czołówce tej dramatycznej a zarazem niechlubnej statystyki. Dramat ten wystąpił pomimo heroicznych wysiłków pracowników służby zdrowia, a był z pewnością w istotnej części rezultatem zaniedbań państwa w realizacji art. 68 Konstytucji mówiącym o prawie do ochrony zdrowia. Był to rok daleko idących ograniczeń praw jednostki, budzących zasadne, potwierdzane wyrokami sądowymi, wątpliwości co do ich podstawy prawnej; był to rok głębokich turbulencji gospodarczych i cierpień ludzi. Wreszcie był to rok, w którym do Biura Rzecznika wpłynęło ok. 20% więcej spraw niż w roku poprzednim, tj. 72 428. Jak wynika ze sprawozdania, był to też kolejny rok ograniczeń w budżecie Rzecznika narzucanych w ostatnich latach przez większość sejmową.  

 

Niestety coroczna i ostatnia w kadencji informacja Rzecznika w Sejmie została poddana przez Marszałkinie reprezentujące Zjednoczoną Prawicę rygorom czasowym w zasadzie uniemożliwiającym realizację celu odnoszącego się do niej postanowienia art. 212 Konstytucji. 10 minut „przyznano” RPO na przedstawienie sprawozdania i stanu przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela, a pięć minut na udzielenie odpowiedzi na kilkadziesiąt interwencji poselskich! Uderzał obraz pustych ław większości parlamentarnej i rządu oraz bojkot wystąpienia Rzecznika w Senacie przez senatorów ze Zjednoczonej Prawicy. Wszystko to sugeruje odrzucenie konstytucyjnej roli Rzecznika, jaką jest konsekwentne występowanie w obronie praw jednostki i przeciwko erozji ich gwarancji, jest patrzenie władzy na ręce. A należy powtórzyć, że Rzecznik niewygodny dla władzy to dobry Rzecznik; gorączki zaś nie zbija się przez stłuczenie termometru.  

 

Pewnym pocieszeniem jest to, że samodzielne kierownictwo Senatu stworzyło przestrzeń dla zaprezentowania przez profesora Bodnara przeglądu najważniejszych problemów, na jakie napotyka realizacja praw jednostki.  

Nawet w świetle tych krótkich uwag pytanie postawione w tytule wydaje się niestety zasadne. Chciałoby się więc powtórzyć słynny zwrot Martina Luthera Kinga „Mam marzenie”. W tym wypadku dotyczy on kontynuacji imponującego dorobku RPO tej i poprzednich kadencji.  

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.