Spychajmy mity w otchłań

Fotografia w nagłówku
Nazwiska Małecki, Zawierucha, Nowacki czy Kulczycki nie brzmią już w internecie obco. To nasi blogerzy.
Nazwiska Małecki, Zawierucha, Nowacki czy Kulczycki nie brzmią już w internecie obco. To nasi blogerzy.

Już 12 lat temu Piotr Cieśliński z Gazety Wyborczej pisał, że uczeni opuszczają wieżę z kości słoniowej. Sprawić to miał internet kipiący od naukowych dyskusji i sporów. Minęło trochę czasu i internet wciąż kipi, tylko nadal nie wszyscy potrafią z tego skorzystać. Jednym ze świetnych narzędzi do promowania nauki są blogi. Korzystają z nich również nasi naukowcy. Nazwiska Małecki, Zawierucha, Nowacki czy Kulczycki nie brzmią już w internecie obco. To nasi blogerzy.

- Pięć lat temu powstała "Glacjoblogia", mój internetowy blog, którego nadrzędnym celem jest podnoszenie poziomu merytorycznego tych dyskusji, które ocierają się o tematykę zlodowaceń, fluktuacji lodowców związanych ze zmianami klimatu i ich konsekwencji - mówi dr Jakub Małecki. -   Staram się publikować tam teksty pisane przystępnym językiem, które wprowadzają w niuanse glacjologii, omawiają wyniki głośnych lub moich własnych badań, a także ciekawostki. Ale sam blog dotarłby tylko do niewielkiej liczby osób, gdyby nie portale społecznościowe, takie jak Facebook, Instagram i Twitter, które są doskonałymi platformami do promocji nauki i zarażania ludzi w Polsce miłością do przyrody. W tym celu udostępniam na profilach "Glacjoblogii" fotografie spektakularnych glacjalnych krajobrazów oraz dzielę się anegdotami i osobistymi refleksjami z wypraw badawczych. Najprzyjemniejsze są jednak rozmowy twarzą w twarz z dziećmi i młodzieżą, które może nie mają tak szerokiego zasięgu, jaki daje komunikacja internetowa, ale które pozostają w pamięci publiczności na dłużej. Ze względu na zasięg, blog internetowy jest więc dla mnie bardzo ważną, choć nie jedyną, formą promocji nauki.

Doktor Małecki nie boi się opisywać i pokazywać naukowej kuchni. Tym samym jest w sporze z tymi naukowcami, którzy uważają, że tych informacji nie należy udostępniać profanom.

Czytaj także: Dr Jakub Małecki: Zmumifikowane moreny

Wtóruje mu profesor Emanuel Kulczycki z Wydziału Nauk Społecznych.

- Blog pełni dla mnie funkcję dwojaką. Przede wszystkim promuję tam swoje wyniki naukowe i docieram do szerokiego grona odbiorców. Po drugie jednak blog jest dla mnie miejscem testowania i dyskutowania pomysłów na kolejne badania – kontakt z czytelnikami pozwala mi ulepszyć to, co planuję zrobić.

Jednym z najaktywniejszych uniwersyteckich blogerów jest dr Krzysztof Zawierucha z Wydziału Biologii, który jak sam mówi ma za sobą przygodę choćby z portalem ‘’Crazy nauka’’, a nawet kulinarnym KukBuk.

- Kiedy pojawiłem się na Wydziale Biologii w 2008 roku nie do końca wiedziałem czym chcę się zajmować, poza tym, że ma to być biologia – opowiada dr Krzysztof Zawierucha - Na drugim roku studiów zacząłem aktywnie działać w Kole Naukowym Przyrodników i po raz pierwszy spotkałem się z czymś takim jak popularyzacja nauki. Po kilku wykładach i warsztatach zorganizowanych wspólnie z kolegami i koleżankami z KNP zrozumiałem, że popularyzacja wiedzy to zachęcanie najmłodszych do zadawania pytań i szukania odpowiedzi, ale też uświadamianie ich rodziców jak wykorzystujemy podatki, czyli część ich ciężko zarobionych pieniędzy. Spodobało mi się to i popularyzacja stała się dla mnie pewnego rodzaju współegzystującą z prowadzeniem badań misją. Miałem kilka przygód z pisaniem artykułów dla m.in. Crazy Nauka, Salamandra, Biologia w Szkole czy nawet kulinarnego KukBuk. Blog ma jednak pewną przewagę, piszę kiedy mam na to ochotę, mogę pisać o rzeczach którymi media nie zawsze są zainteresowane i opowiadać historię swoich wybranych badań. Ma to też inne zalety. Przyznam szczerze, że m.in. dzięki pisaniu od czasu do czasu postów na bloga, nawiązałem owocną współprace z naukowcami z Włoch. Poza tym, jest to miłe, kiedy właściwie nie promowałem ani nie prowadzę regularnie bloga i nagle widzę wejścia z Nowej Zelandii, Alaski czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Z kolei dr Andrzeja Marca możemy spotkać na platformie YouTube. Akademicki vloger tak mówi o swoim pomyśle na popularyzację nauki: - Vlog jest dla mnie połączeniem prywatności i sfery publicznej. Pytam o to, czy nauka może być ładna, czy mówiąc o teorii filozoficznej mogę to zrobić w sposób estetyczny? Czy filozofia musi być trudna, zniechęcająca i oschła? Czy może sprawiać przyjemność?

Czytaj również: Andrzej Marzec. Popularyzator jest jak bakteria

Doktor Marzec pyta, ale i odpowiada tym samym promując naukę i nasz Uniwersytet. Zachęt do skorzystania z możliwości internetowych nigdy dość, oddajmy więc na koniec jeszcze raz głos dr Zawierusze:

- Zachęcam wszystkich do opisywania wyników swoich lub współpracowników – mówi bloger - Bez różnicy czy to mniej czy bardziej regularnie. Im więcej ludzi przeczyta to o czym piszemy, tym więcej zrozumie po co to robimy. Właściwie, popularyzacja nauki to obowiązek naukowca, zwłaszcza teraz, w dobie upadku autorytetów, kiedy każdy może napisać w sieci, co mu się tylko podoba i chytrze przekonać, że ma rację, nawet jeśli dobrze wie, że jej nie ma. Dla mnie najbliższym tego przykładem są tematy na czasie takie, jak zmiany klimatu czy problemy z ochroną szeroko rozumianej bioróżnorodności. Internet zasypany jest faktami, niestety także mitami czy też mało wiernie przerysowanymi wynikami badań. Dlatego w tej naszej pełnej przygód naukowej gonitwie za wynikami, powinniśmy znaleźć czas, żeby przybliżyć ludziom naszą pracę i spychać mity gdzieś daleko w otchłań internetu.

 

Zapraszamy do lektury blogów naszych naukowców.

Nauka Ogólnouniwersyteckie